Geeky

Dwa spojrzenia – relacja z Pyrkonu 2017

on

Pyrkon oczami cosplayera-weterana (Grzegorz Ciesielski)

Dobrze podsumować Pyrkon to zadanie równie łatwe jak wyrobienie sobie opinii o pisarzu, którego dzieł przeczytało się jedynie garstkę. Największy polski konwent, z przyczyn prawnych nazwany festiwalem fantastyki, rozrósł się na tyle, że nawet nasza 4-osobowa drużyna redakcyjna nie była w stanie skorzystać ze wszystkiego, co ta impreza mogła zaoferować uczestnikowi. Pojawiło się za to kilka wniosków, które wyciągnąłem po opuszczeniu terenu targów, a także kilka refleksji, które wypłynęły z mojego wieloletniego doświadczenia z Pyrkonem. Czy więc edycję 2017 można zaliczyć jako udaną? A jakże, przynajmniej dla mnie.

W kwestii prelekcji zastrzeżenia pojawiały się już 2 lata temu, może to jednak wynikać z dobrego rozeznania w tym co na Pyrkonie się działo w ciągu ostatnich edycji. Przebieg moich dni festiwalowych definiowały zawsze godziny trwania interesujących mnie paneli. Z czasem zacząłem zauważać schemat, powtarzalność tematów, czy wręcz powielanie wykładów, które miały miejsce w poprzednich edycjach. W tym roku najwyżej 4 prelekcje od niechcenia zaznaczyłem jako te, którymi mógłbym się zainteresować. Wyraźnie widać, że zdecydowana większość twórców programu jako priorytet obrała uzyskanie zniżki na wstęp, aniżeli zaprezentowanie ciekawego wywodu. Dzięki dynamicznemu rozwojowi popkultury pojawia się mnóstwo ciekawych zagadnień godnych prezentacji, zamiast tego jednak znowu dostajemy prelekcje o zombie nazistach, ludobójcach w popkulturze, dewiacjach seksualnych, czy epidemiach. Z pewnością dla konwentowego nowicjusza taka oferta mogłaby wydawać się atrakcyjna, lecz ja, stary wyjadacz, patrząc na tegoroczny program wielokrotnie odczuwałem deja vu.

Pierwsza pochwała należy się organizatorom za rozwiązanie kłopotliwej kwestii dystrybucji biletów. Kilka dni po zakończeniu przedsprzedaży wróciły one z powrotem do Empików, a wszyscy spóźnialscy bez problemu mogli nabyć swoją wejściówkę w sprawnie poruszającej się kolejce. W tym roku otwarto 3 wejścia. By odciążyć to najważniejsze, znajdujące się przy Dworcu Głównym, sprzedaż biletów przeniesiono do wejścia północnego, pozostawiając pracownikom wejścia wschodniego zadanie przydzielenia każdemu uczestnikowi identyfikatora, papierowego programu i pamiątkowej kostki. Zdaje się, że Nowa Era w końcu zaradziła kolejkonowi.

Powierzchnia zajmowana przez Pyrkon powoli zaczyna przerastać możliwości Międzynarodowych Targów Poznańskich. Po raz kolejny możemy liczyć na rekordową ilość uczestników. Ani razu jednak nie narzekałem na ścisk w którymś z budynków, nieważne czy chodziłem w cywilu, czy w masywnym cosplayowym stroju. Rozmieszczenie poszczególnych hal było zdecydowanie na rękę konwentowiczom. Sleep roomy umieszczono najbliżej wyjścia od strony dworca kolejowego, a cała reszta hal znajdowała się w niewielkiej odległości, oferując również spory teren otwarty, idealny poligon dla fotografów chcących uwiecznić wygłupy poprzebieranych uczestników. Nawet w sobotnie popołudnie, czyli pyrkonowe godziny szczytu, ludzka masa sprawnie przemieszczała się po stoiskach, czy to gastronomicznych, czy tych z różnym geekowskim barachłem.

Targowisko przeszło sporą ewolucję od czasów mojego pierwszego Pyrkonu w roku 2013. Każde stoisko mogło się pochwalić różnorodną ofertą, wychodząc poza konwentowe standardy pokroju przypinek, koszulek i innej chińszczyzny. Swoje zakupy tradycyjnie rozpocząłem i zakończyłem na stoisku OtherTees, co nie zmienia faktu, że z przyjemnością przechadzałem się po innych straganach, podziwiając rękodzieło wystawione zarówno przez dużych graczy, jak i małych, niezależnych sprzedawców.

Ze wszystkich atrakcji jakie oferuje Pyrkon to cosplay z każdym rokiem stawia sobie coraz wyższą poprzeczkę. Obecny poziom Maskarady nie ma absolutnie nic wspólnego z partyzantką, w której uczestniczyłem w 2014 roku. Na scenie zaprezentowało się ponad sześćdziesięciu najlepszych artystów wyłonionych jeszcze dwa tygodnie przed rozpoczęciem imprezy. Jako osoba będąca częścią tej kolorowej społeczności, mogę z pełnym zdecydowaniem powiedzieć, że bezproblemowo dorównujemy europejskiej scenie cosplayowej. Równie poważnie do konkursu podeszli jurorzy. W końcu musieli wybrać jedynie pięć spośród dziesiątek finałowych występów, i o ile nie każdy musi się zgadzać z końcowym werdyktem, moje doświadczenia z rundy jury dowodzą, że każdy uczestnik został potraktowany sprawiedliwie, a możliwość zamienienia słowa z każdym z sędziów była budująca i pozwoli na ulepszenie swojego warsztatu przed następną rywalizacją. Tytuł Grand Prix zdobyła Anna Nowicka w kostiumie Program Camille z League of Legends. Statuetki przyznano także w kategoriach najlepszego występu indywidualnego i grupowego, oraz najlepszego projektu autorskiego. Również najmłodsi adepci cosplayu mogli liczyć na swoje odznaczenie.

I to ostatnie zdanie ładnie podsumowuje czym obecnie jest Pyrkon. To już nie tylko impreza przeznaczona dla zamkniętego (dosłownie i w przenośni) fandomu, ale festyn dla osób w każdym wieku. Takie podejście może zapewnić festiwalowi stały wzrost liczby uczestników. Konwentowi oldboje będą przyjeżdżać niezależnie od atrakcji, byle tylko spotkać się z dobrymi znajomymi, a niedzielni odwiedzający potraktują wizytę na targach jako kreatywny sposób spędzenia czasu, strzelając sobie fotki ze Spidermanem lub uczestnicząc w szkoleniu walki bronią białą. Warto za to wspomnieć, że na horyzoncie pojawiają się dwie warszawskie imprezy mogące swoim bardziej zachodnim formatem z łatwością odebrać Pyrkonowi zainteresowanie popkulturowego światka. Tymczasem ja już odliczam dni do kolejnego spotkania na fantastycznej przestrzeni Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Pyrkon oczami czytelnika komiksów (Agnieszka Czoska)

Byłam na Pyrkonie pierwszy raz i miałam sporo nadziei na dużo spotkań z pisarzami i komiksiarzami. Tak naprawdę do kupienia biletów skłoniły mnie panele z udziałem rysowniczek… Całkiem słusznie, bo spotkanie z autorkami, przechodzące potem płynnie w panel o webkomiksie, było naprawdę udane. Marta “Sokal” Falkowska zaangażowała wszystkich swoich gości we wspólną dyskusję, dzięki czemu naprawdę mieliśmy panel, a nie kilka mini-spotkań (co przytrafiło się prowadzącemu podczas rozmowy z Katarzyną Witerscheim i Marcinem Surmą). Sporym wydarzeniem bloku komiksowego była wizyta Jamesa Tyniona IV, autora Backstagers czy batmanowskiego Detective Comics, niepotrzebnie podzielona na dwa spotkania, przez co na drugim powtarzały się pytania z pierwszego, a przede wszystkim nie mogliśmy się w pełni nacieszyć autorem świetnie łapiącym kontakt z publicznością. Generalnie, spotkania autorskie trwające niecałą godzinę… mało i niezbyt atrakcyjne, także dla gości, którzy przyjeżdżają na nie z różnych zakątków kraju.

Pyrkon to (według niektórych) zwłaszcza targi, i tu było lepiej. Niezależni twórcy komiksowi pojawiali się na stoisku Gindie (warto ich znać, moje odkrycie tej imprezy) i w strefie mini (np. Dem i Kinga Korska oficjalnie, a Anna Krztoń incognito – pod patronatem Handful of Horrors). Mainstream był szeroko obecny: Yatta, Waneko i inne wydawnictwa mangowe, stoisko z komiksami Image (trochę drogie), używane komiksy (hm, trochę drogie), mnóstwo j-popkulturowych gadżetów. Komercja w pełni udana… chociaż więcej wydaję nawet na Dniu Darmowego Komiksu, gdzie Czytelnia Nova organizuje spotkania z prawie każdym twórcą wystawiającym się w korytarzach biblioteki. Przy okazji: Nova miała na Pyrkonie zaciszną galerię, gdzie można było odpocząć od konwentowego szaleństwa i poczytać – bardzo, bardzo dobra inicjatywa!

Podsumowując: komiks na Pyrkonie był, ale nie najbardziej dopieszczony. Szkoda, bo staje się coraz ważniejszą częścią naszej kultury i czytelnicy wydają na niego spore pieniądze. A przecież jest pełen elfów, magów, steampunku, statków kosmicznych czy wojowników – jak RPG i literatura fantasy. Pasuje do reszty konwentu!

Autorami tekstu są Grzegorz Ciesielski i Agnieszka Czoska.

Po więcej zdjęć z Pyrkonu zapraszamy na nasze profile na Facebooku i Instagramie.

About Redakcja

Ten artykuł został napisany wspólnymi siłami.

Recommended for you