Geeky

Epitafium dla PSP

on

Czy ktoś jeszcze w obecnej dekadzie chciałby zakupić konsolę przenośną? Rynek duchowych spadkobierców Game Boya praktycznie nie istnieje, a rolę mobilnych urządzeń do grania przejęły smartfony. I czemu się tu dziwić? Za niecałe 800 zł dostajemy do rąk mały komputer zdolny do odtwarzania filmów w HD, przeglądania internetu, edycji dokumentów czy właśnie grania w mniej lub bardziej rozbudowane produkcje. Smartfony doceniam z wielu powodów, ale jako mobilne urządzenie do grania komórka absolutnie się nie sprawdza, a przynajmniej do grania do jakiego przyzwyczaiły mnie platformy stacjonarne i mobilne. Nawet nie z powodu biblioteki gier, która „hardkorowemu” graczowi nie przypadnie do gustu – smartfon jako platformę do grania dyskwalifikuje ekran dotykowy. Nieważne, ile tytułów z większych maszynek trafi na systemy mobilne, zawsze lepiej się będzie grało z użyciem fizycznych przycisków.

Małej rewolucji postanowił co prawda dokonać pionier – Nintendo, reklamując swoją konsolę Switch jako sprawdzającą się dobrze tak w warunkach stacjonarnych, jak i polowych. Niezadowalająca pojemność baterii i gabaryty urządzenia sprawiają jednak, że mobilność sprzętu sprowadzi się raczej do dłuższych posiedzeń w toalecie niż wycieczek autobusem z konsolą w kieszeni. Mój ideał kieszonsolki powstał ponad dekadę temu. Dzisiaj zabiorę Was w niedaleką przeszłość, by wspomnieć urządzenie, które było ostatnim prawdziwym handheldem – Sony PSP, czyli Playstation Portable.

Po niespodziewanym sukcesie PlayStation Sony próbowało wygryźć Nintendo kolejną część rynku gier wideo. Tym razem na celownik wzięli najdroższe dziecko giganta z Tokio – Game Boya. W ciągu 15 lat prostokątne pudełko z krzyżakiem i dwoma przyciskami akcji rządziło silną ręką w swoim sektorze, stając się praktycznie archetypem kieszonkowej maszynki do grania. Zdetronizować króla próbowało wielu: Sega Game Gear, Neo Geo Pocket, WonderSwan, Game.com, Atari Lynx – te nazwy kojarzą wyłącznie kolekcjonerzy sprzętu retro, a o Growym Chłopcu (niektóre rzeczy brzmią fatalnie w dosłownym tłumaczeniu – to jedna z nich) usłyszeli wszyscy, zapewne także Wasi rodzice (którzy ostatecznie kupowali „Brick Game 99in1” z hali targowej, myśląc, że to dokładnie to samo). Pierwsze przymiarki Sony na rynek kieszonsolek miały miejsce już w 2002, gdy PSone, odchudzona wersja pierwszej konsoli Sony otrzymała akcesorium w postaci ekranu LCD wpinanego bezpośrednio w jednostkę centralną. W połączeniu ze sporych rozmiarów baterią można było otrzymać urządzenie gabarytów przenośnych odtwarzaczy DVD zdolnego umilić kilkugodzinną podróż samochodem. Tego samego roku Sony opracowało pierwsze szkice konsoli przenośnej z prawdziwego zdarzenia, która nie tylko miała konkurować z Game Boyem, ale również stać się „Walkmanem XXI wieku” – modnym gadżetem spełniającym wymagania pokolenia MP3 i sieci peer2peer.

Epitafium dla PSP | arytmia.eu

Źródło zdjęcia: https://www.theregister.co.uk/2005/02/01/review_sony_psp/

Urządzenie to swoją premierę miało w Polsce 1 września 2005 roku. Za Value Pack, na który składały się konsola z ładowarką i baterią, karta pamięci 32 MB, pokrowiec, pasek na rękę, ściereczka do ekranu i demo disc Sony żądało 1099 zł. Już od kilku miesięcy importerzy oferowali konkurencyjny produkt – Nintendo DS za niecałe 700 zł. Już bez zagłębiania się w bibliotekę gier i specyfikację sprzętu, Sony eliminowało rywala w przedbiegach. Solidne, ciężkie urządzenie o lśniącej, czarno-srebrnej obudowie, pełna gama eleganckich przycisków i towarzysząca im gałka analogowa, ekran panoramiczny o wysokiej rozdzielczości i podświetleniu z prawdziwego zdarzenia. Po włączeniu konsolki było tylko lepiej. Nawet bez gry w napędzie PSP posiadało multum funkcji. Program do oglądania zdjęć, odtwarzacz plików audio MP3 i video MP4, prosta przeglądarka internetowa – i to wszystko w czasach, gdy telefony komórkowe dopiero oswajały się z ekranami potrafiącymi wyświetlić 262 tysiące kolorów, a korzystanie z mobilnego internetu przez 2 minuty skutkowało skandalicznie wysokim rachunkiem. Parafrazując powiedzenie mojej polonistki z liceum – PlayStation Portable wyprzedziło swoją epokę. Również osiągami PSP brutalnie rozprawiło się z konkurentem od wielkiego N. Procesor pracujący w częstotliwości 333 MHz, 32 MB pamięci RAM, ekran 4.3 cala oferujący rozdzielczość 480×272, do tego wbudowana pamięć i dysk UMD mogący pomieścić do 1,8 GB danych. Same te cyferki były w stanie zachwycić gracza, który jeszcze dwa lata wcześniej wlepiał oczy w mały, niepodświetlany ekranik Game Boya Advance.

Sony bardzo dobrze wiedziało jak zacząć. Wśród tytułów startowych nie mogło zabraknąć marek znanych posiadaczom poprzednich maszyn Sony. Metal Gear Acid, Ridge Racer, Wipeout Pure, Tony Hawk’s Underground 2 Remix, Twisted Metal: Head-On – tytuły te nie wymagały dalszych rekomendacji. Z czasem dla PSP zaczęło tworzyć kolejne megaprodukcje, biorąc na warsztat marki takie jak Grand Theft Auto, God of War, Killzone czy Resistance. Poza sztandarowymi multiplatformowymi bestsellerami, Sony rozpoczęło jednocześnie rozwój marek ekskluzywnych dla PSP. W ten sposób powstały serie typu Patapon, Loco Roco, Lumines – pozycje niewykorzystujące maksymalnych możliwości sprzętu, ale udowadniające, że Nintendo nie posiada monopolu na szalenie kreatywne produkcje o minimalistycznej oprawie graficznej. Było dobrze, ale zaczęło się robić jeszcze lepiej – od połowy 2007 roku posiadacze konsol Sony mogli na nowo odkryć produkcje z kultowego PSX, dzięki sukcesywnie powiększającej się liście gier spod szyldu PSone Classics. Tym razem wizja kieszonkowego PlayStation ziściła się w stu procentach, ale czy to wystarczyło by obalić hegemonię Nintendo?

Screen z gry Tekken 5. Źródło: pl.playstation.com

Screen z gry Tekken 5. Źródło: pl.playstation.com

Pierwszy gwóźdź do trumny wbili hakerzy. Zanim konsola trafiła do Polski, łamacze kodu już na dobre rozpoczęli zabawę w kotka i myszkę z Sony, reagując błyskawicznie na każdą aktualizację oprogramowania. A jaka była stawka? Skutkiem operacji mógł być tzw. brick, czyli brak możliwości uruchomienia konsoli, przez co stawała się bezużyteczną „cegłą”. Jeśli jednak proces się powiódł, poza odpalaniem pirackich kopii gier (lub, jak kto wolał, „backupów”), w nasze ręce była oddawana bogata biblioteka aplikacji pisanych przez społeczność fanów konsoli Sony. Do tzw. homebrew zaliczały się proste gry i programy użytkowe, jak np. rozbudowane odtwarzacze audio, menedżery plików, czytniki ebooków, a nawet aplikacje zamieniające konsolę w pilot do telewizora. Największym zainteresowaniem cieszyły się jednak emulatory konsol i komputerów retro. Wyposażeni w kartę pamięci o odpowiedniej pojemności, mogliśmy zmieścić na maszynce Sony całą bibliotekę gier z ery maszyn ośmiobitowych, a ci bardziej uparci mogli pokusić się o odpalenie DosBoksa.

Pomocni nie okazali się również developerzy. Przebywający od kilku lat w strefie dwuwymiarowego komfortu niechętnie pisali produkcje na technologicznego potwora Sony, kierując swoją uwagę na proste i przyjazne środowisko DSa. I dlatego gracze zwrócili się w stronę homebrew – przeróbka nie była trudna i można ją było spokojnie przeprowadzić w warunkach domowych, a możliwości jakie otwierała były bardziej zachęcające niż perspektywa czekania miesięcy na następny tytuł AAA. Konsumentów nie przekonano również do formatu UMD. Twórcy PlayStation nabrali takiej pewności do swojego wynalazku, że wraz z grami rozpoczęto dystrybucję filmów i seriali na nośniku, który poza PSP nie funkcjonował na żadnej innej platformie multimedialnej. Jak można się domyślać, jego żywot dokonał się wraz z zakończeniem sprzedaży PSP, dzieląc los innego formatu autorstwa Sony – Minidiskiem.

PSP przeszło kilka modernizacji na przestrzeni 10 lat cyklu produkcyjnego. Poza obowiązkową redukcją masy urządzenia, wersja 2000 dodała 32 MB pamięci RAM, a wydane w 2008 roku 3000 cechowało się ulepszonym ekranem i wyjściem wideo pozwalającym na podłączenie konsoli do telewizora. Później Sony podjęło kroki, które można opisać w kilku słowach jako desperackie próby przedłużenia żywotności konsoli. PSP Go, czyli wersję rozwojową PSP zamknięto w obłej, przywodzącej na myśli tanie „odtwarzacze mp4” obudowie z wysuwaną klawiaturą. Zrezygnowano całkowicie z napędu UMD na rzecz 16 gigabajtów pamięci flash, próbując za to przekupić potencjalnych odbiorców zamontowanym modułem Bluetooth pozwalającym korzystać z pada DualShock 3. W reakcji na słabą sprzedaż produktu, Sony oferowało również pakiety darmowych gier do pobrania z PlayStation Store, obniżając jednocześnie cenę samego urządzenia. Odsuwając na bok ułomności PSP Go, nawet ta inkarnacja mogła znaleźć swoich amatorów, ale czy ktokolwiek rozważyłby zakup wydanej później konsoli E1000 (znanej również jako Street)? Tandetna matowa obudowa, brak WiFi oraz mikrofonu, głośnik monofoniczny – czy w 2012 wypadało jeszcze promować urządzenie ustępujące możliwościami pierwszemu modelowi z 2005 roku? Ostatecznie produkcja całej linii PSP zakończyła się w 2014. Urządzenie wyznaczające niegdyś standardy innym elektronicznym gadżetom zakończyło swój żywot jako tania, brzydka i mało użyteczna zabawka – a było to przecież w roku, w którym premierę miał iPhone 6.

Epitafium dla PSP | arytmia.eu

PSP Go. Źródło zdjęcia: https://www.amazon.ca/PSP-Go-Piano-Black-Standard/dp/B002BSC55M

Pierwszy, i jak na razie ostatni raz w historii mobilnej rozrywki Nintendo mogło poczuć się zagrożone na swoim podwórku. PSP, mimo że niepozbawione wad, osiągnęło komercyjny sukces i zostało przyjęte cieplej niż jego następca – PS Vita, który już na dniach może zostać odesłany w odmęty niepamięci. Oryginalne PSP wraz ze swoją bogatą biblioteką emulatorów do dziś nie ma sobie równych w odtwarzaniu produkcji retro z płynnością, o której mogą pomarzyć urządzenia bazujące na Androidzie. Siłą konsolki jest przede wszystkim wygoda. Żaden ekran dotykowy, akcelerometr czy kontroler ruchu nie może się równać z pięknym w swojej prostocie doświadczeniem wciskania przycisków i manewrowania gałką analogową. Dlatego z utęsknieniem wyczekuję powrotu konsoli przenośnych z prawdziwego zdarzenia, i być może kolejnego ruchu ze strony Sony. Tymczasem odkopuję swoje wysłużone PSP. W końcu to one było moim pierwszym prawdziwym „Game Boyem”.

About Grzegorz Ciesielski

Amerykanista z wykształcenia, cosplayer z pasji, felietonista z przypadku. Pasjonat muzyki lat 60. i 80., miłośnik piw rzemieślniczych, kucharz amator. Gardzi kawą. Jego twórcze portfolio można zobaczyć na W Cosplay.

Recommended for you