Film

Łyżka miodu w beczce dziegciu. O czwartym sezonie BoJacka Horsemana

on

W ostatnim tekście bardzo entuzjastycznie wypowiedziałem się o produkcji Netfliksa przedstawiającej losy upadłego końskiego gwiazdora Hollywoo(d). Jako dowód mojej miłości do tego serialu niech posłuży fotografia wykonana w Mieście Aniołów niecały miesiąc po odkryciu serialu. Podsumowując w kilku słowach mój wywód, BoJack Horseman wprowadził nową jakość w gatunku animacji dla dorosłych, oferując porządną dawkę humoru i niezdrową wręcz porcję ciężkich wątków fabularnych, w których niejeden oglądający znalazłby swoje odbicie. Główny bohater jest egotycznym, niestabilnym emocjonalnie człowiekiem-koniem, który mimo swoich negatywnych cech zapracowuje sobie na sympatię widza. W przeciwieństwie jednak do postaci szalonego naukowca w serialu Rick i Morty, te mniej pożądane cechy są piętnowane w scenariuszu, co oferuje nam raczej refleksję nad naszymi własnymi występkami, aniżeli gloryfikację nihilistyczno-hedonistycznego podejścia do życia BoJacka.

Miałem to szczęście, że serialem zainteresowałem się dość późno, więc na czwarty sezon czekałem kilka tygodni, a nie kilka miesięcy, przy czym końcówka sezonu trzeciego dawała spore pole do popisu snującym teorie fanom. Apetyt częściowo zaspokoił zwiastun nowej serii, która zapowiadała się dość dobrze. Nie byłem zbyt przychylny linii fabularnej Mr. Peanutbuttera i jego kampanii wyborczej, bałem się, że z braku pomysłów seria obierze kierunek polityczny, co na szczęście się nie stało. Mamy już South Park i Family Guya, niepotrzebny nam kolejny serial parodiujący parlamentarzystów.

BoJack Horseman - recenzja czwartego sezonu serialu | arytmia.eu

Czego w takim razie można się spodziewać po czwartym sezonie? Cóż, jeśli ładunek emocjonalny poprzedniej serii wciąż trzyma niektórych z was w głębokiej depresji, do najnowszych odcinków podchodziłbym z dużą ostrożnością. Wbrew obawom (lub nadziejom) fanów, spowodowanym obejrzeniem trailera, BoJack dość szybko wraca do Hollywoo, gdzie spotyka Hollyhock – nastoletnią klacz, która uważa Horsemana za swojego ojca i prosi go o zidentyfikowanie jej matki. Z początku traktując małolatę jak wrzód na zadzie, BoJack zauważa, że być może w końcu znalazł osobę, która nada sens jego życiu, członka rodziny nietraktującego gwiazdora jak źródło wszelkich porażek. Równolegle z Hollyhock wprowadza się Beatrice, znienawidzona matka BoJacka, w wyniku demencji nie będąca w stanie normalnie funkcjonować, a nawet rozpoznać swojego syna. Związek Diane i Mr. Peanutbuttera po raz kolejny zostaje wystawiony na próbę. Tym razem labrador, pod presją kampanii wyborczej prowadzonej przez ex-żonę odstawia relacje ze swoja obecną partnerką na boczny tor. W tle przewija się gdzieś Todd, szukający kolejnych pomysłów na biznes i odkrywający swoją aseksualność, jak i Princess Carolyn, goniąca swoją szansę na zbudowanie poważnego związku i spłodzenia potomka, mimo osiągnięcia wieku średniego.

Ci, którym poprzednie sezony przypadły do gustu, mogą liczyć na wiele więcej tego samego. Po raz kolejny nie zawodzi przywiązanie do detali. Każda scena wymagałaby pauzy, by uchwycić szczegóły poukrywanie przez animatorów. Humor wynikający ze świata przedstawionego nie przestaje rozbrajać. Antropomorficzne zwierzęta wykonujące czynności codzienne we właściwy dla swojego gatunku sposób stanową idealną przeciwwagę dla przygnębiających wątków fabularnych. Na nosie zagrano również showbiznesowi. Celebryci startujący w wyborach, ustawiane śluby, absurdy sceny blogerskiej czy godne pożałowania reality show to aspekty gwiazdorskiego świata Hollywoo, które scenarzyści BoJacka Horsemana przedstawiają w sposób bawiący widza, nie odchodząc jednocześnie od głównej linii fabularnej. Przykładem może być ciągnący się wątek Todda, który chcąc pomóc Princess Carolyn, zgadza się na ustawione małżeństwo z jedną z celebrytek. Wspaniałomyślność młodego chłopaka kłóci się z jego aseksualnością, co tworzy komiczne, jak i tragiczne konsekwencje.

BoJack Horseman - recenzja czwartego sezonu serialu | arytmia.eu

Pomimo że seans był przyjemnym (na swój sadystyczny sposób) doświadczeniem, powoli w mojej głowie zaczęły pojawiać się obawy, że serial wpadnie w pętle nieskończoności i będzie się on ciągnął przez dziesiątki sezonów, zamiast kończyć z klasą w okolicach 5-6 serii. Co prawda końcówka, której nie mam serca zdradzić, rysuje bardziej optymistyczny obraz życia BoJacka, on sam nie przeszedł wielkiej ewolucji jako postać i jak kula burząca budynki nie przestaje niszczyć kolejnych relacji. A my, jako widzowie, nie przestajemy dawać mu drugiej szansy.

About Grzegorz Ciesielski

Amerykanista z wykształcenia, cosplayer z pasji, felietonista z przypadku. Pasjonat muzyki lat 60. i 80., miłośnik piw rzemieślniczych, kucharz amator. Gardzi kawą. Jego twórcze portfolio można zobaczyć na W Cosplay.

Recommended for you

  • Ki Ki

    No właśnie Bojack się zmienił. W pierwszym sezonie nie obchodziło go, że rani ludzi, potem zdał sobie sprawę, że ma problemy, chciał się zmienić, a w sezonie 4 zaczyna mu się udawać. Próbuje okłamywać Hollyhock, ale szybko z tego rezygnuje, bo NIE CHCE budować z nią relacji na kłamstwie. Już nie. Przestaje kpić i olewać Todda, traktuje go dobrze i poważnie podczas krótkiego spotkania. Żadnego „shut up, Todd”. Jak w życiu – jego ewolucja jest powolna, ale się dzieje.