Film

Pierwsze polskie political fiction. O serialu Ekipa

on

Serial House of Cards, niezależnie od tego, jak bardzo później obniżył loty ani w jakich okolicznościach został zakończony, niewątpliwie wyznaczył nowy standard w gatunku political fiction. Zapewne na fali popularności Franka Underwooda i jego intryg wprowadzono rozbudowany wątek polityczny do drugiego sezonu Paktu, co okazało się świetnym rozwiązaniem – wykreowane wcześniej postacie doskonale odnalazły się w nowej formule, a widz nie dostał drugi raz tego samego. Warto jednak przypomnieć, że Pakt to nie pierwsze polskie podejście do przedstawienia świata wielkiej polityki – w 2007 roku, kiedy o HoC jeszcze nikt nie słyszał, a numerem jeden gatunku był amerykański Prezydencki Poker, ukazała się Ekipa w reżyserii Agnieszki Holland, Magdaleny Łazarkiewicz i Katarzyny Adamik.

Fabuła serialu skupia się wokół Konstantego Turskiego (Marcin Perchuć), który w obliczu kontrowersyjnej sytuacji lustracyjnej obecnego premiera Henryka Nowasza (Janusz Gajos) zostaje poproszony o objęcie funkcji szefa rządu. Sam Turski poświęcił się pracy naukowej i nigdy nie był zawodowym politykiem, przez co, jako człowiek z zewnątrz, ma inną mentalność i inne cele niż jego nowi koledzy po fachu. Na pierwszy plan wysuwa się więc konflikt pomiędzy idealizmem premiera i pragmatyzmem jego współpracowników, a każde nieporozumienie w obozie władzy to szansa zarówno dla opozycji, jak i średnio lojalnego koalicjanta. Do tego dochodzą przeróżne pożary, jakie Turski i jego gabinet muszą co chwila gasić – od skandali dyplomatycznych, przez ataki terrorystyczne, po strajki różnych grup zawodowych.

Recenzja serialu Ekipa (2007) | arytmia.eu

Oprócz przedstawienia wyzwania, jakim jest zarządzanie państwem, Ekipa porusza też kwestię osobistego życia bohaterów, którzy jako wiecznie zapracowani urzędnicy nie mają zbyt wiele czasu dla swoich rodzin i przyjaciół. Obyczajowe elementy trochę urozmaicają fabułę, ale poświęcono im zbyt mało czasu, żeby mogły stać się czymś innym, niż tylko doklejonym dodatkiem. Ciężką atmosferę co jakiś czas rozładowuje drobny komediowy epizod, który czasem faktycznie udanie balansuje nastrój, a czasem niepotrzebną groteską zabija powagę historii.

Trzeba przyznać, że początek jest bardzo dobry – dwa wprowadzające odcinki mają świetną dramaturgię. Później niestety Ekipa obniża loty, głównie dlatego, że serial stara się trochę „za bardzo”. Skojarzyło mi się to z Falą zbrodni, w której świetne motywy przeplatały się z zupełnie niepotrzebnymi, przesadnymi elementami, jak na przykład podłożone w scenach walki karykaturalne wręcz dźwięki rodem z Mortal Kombat. Podobnie jest w Ekipie – trudno uwierzyć w zamach neonazistów, bo ci zostali przedstawieni tak parodystycznie, że zamiast emocji wywołują u widza raczej politowanie. Również telewizyjne wstawki i reportaże oglądane przez bohaterów przywodzą na myśl raczej amatorskie produkcje z YouTube’a, a nie relatywnie wysokobudżetowy serial. Takich elementów nie ma na szczęście bardzo dużo, ale mocno rzutują one na odbiór fabuły.

Problem stanowi też wspominany wyżej idealizm głównego bohatera – Konstanty Turski to postać właściwie bez wad, radząca sobie z kolejnymi kryzysami politycznymi i w każdej sytuacji kierująca się dobrem obywateli. Szef koalicyjnej partii to z kolei chciwy cwaniak, zaś rolą prezydenta jest siłowanie się o kompetencje i utrudnianie pracy rządu. Binarny podział na dobrych i złych jest tutaj bardzo widoczny, przez co zabrakło tak obecnych przecież w polityce odcieni szarości. Sytuację ratują dwie świetne kreacje – Janusza Gajosa w roli politycznego weterana, próbującego poradzić sobie z zamieszaniem wokół własnej teczki SB i Krzysztofa Stroińskiego jako przenikliwego szefa kancelarii premiera. Obydwaj bohaterowie, nie dość że świetnie zagrani, zostali też bardzo dobrze napisani – mają swoje zalety, słabości i są po prostu wiarygodni. Wielki plus też dla Andrzeja Seweryna, który wycisnął aktorskie maksimum z jednowymiarowej postaci.

Recenzja serialu Ekipa (2007) | arytmia.eu

Ekipa, mimo intensywnej kampanii reklamowej, nie została wielkim sukcesem – pierwszy odcinek obejrzało (w zależności od źródła) od 1,8 miliona do ponad dwóch milionów widzów, a późniejsze epizody radziły sobie jeszcze słabiej. Być może chybiona okazała się decyzja o sprzedaży płyt z poszczególnymi odcinkami razem z Gazetą Wyborczą przed ich premierą w telewizji, może polska widownia nie była jeszcze gotowa na taki projekt, a może wreszcie serial Agnieszki Holland i spółki nie poradził sobie artystycznie. Ostatecznie nie zdecydowano się wyprodukować drugiego sezonu.

Niestety serial mocno się zestarzał, chociaż zdecydowanie ma swoje momenty – ostatnie odcinki zresztą okazują się prorocze, biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia z historii Polski. Spragnionym political fiction made in Poland polecam jednak obejrzeć drugi sezon Paktu, który ugryzł temat od trochę bardziej sensacyjnej strony.

About Adam Kubaszewski

Założyciel portalu arytmia.eu. Lubi mandarynki, heavy metal i polskie kino. Podobno lingwista.

Recommended for you