Film

Przyjaźń rodzi się w bólach – recenzja The Disaster Artist

on

Hollywood można zarzucić obecnie wiele rzeczy, szczególnie w świetle niedawnych skandali seksualnych czy „wybielania” nagród Akademii Filmowej. Najczęściej jednak mówi się o braku jakichkolwiek innowacji, żerowaniu na książkowych bestsellerach, trzymaniu się znanych marek niczym Patryk Vega wulgarności i kręceniu niepotrzebnych remake’ów filmów, które nie zdążyły lub nie miały prawa się zestarzeć. The Disaster Artist to pomysł, który choć również oparty o inne medium, stanowi pewien powiew świeżości. Jak to zwykle bywa z adaptacjami, różnią się one od oryginału – na lepsze lub gorsze. Film Jamesa Franco w kilku aspektach przegrywa starcie z książką, lecz w ostatecznym rozrachunku broni się jako samodzielny utwór. Bo nawet jeśli przeczytaliście już quasi-autobiografię Grega Sestero, filmowy The Disaster Artist to doświadczenie korzystające w pełni ze wszystkich dobroci kinematografii – sztuki, której nie zrozumiał jeden z głównych bohaterów filmu.

Dzięki medialnemu szumowi wywołanemu przez cyrkulujące w sieci i salach kinowych zwiastuny, wyzwaniem jest znalezienie osoby, której obcy jest zarys fabuły The Disaster Artist. Z dziennikarskiego obowiązku wyjaśnijmy jednak, o czym jest najnowszy film Franco. Mieszkający w San Francisco Greg Sestero zbliża się do swoich 20. urodzin. Na drodze do marzeń o karierze aktorskiej stoi nieśmiałość, którą chłopak z trudem przełamuje, uczęszczając na zajęcia w studiu Jean Shelton. Tam poznaje innego ucznia, który jest jego zupełnym przeciwieństwem – absolutny brak umiejętności aktorskich nadrabia niezdrową wręcz pewnością siebie i ogromnym entuzjazmem. Zaintrygowany Greg postanawia bliżej poznać ekscentrycznego Tommy’ego, co zaowocuje równie oryginalną, lecz momentami także bolesną przyjaźnią. Ich amerykański sen jednak się nie spełniał, więc zamiast czekać, aż Hollywood wyciągnie do nich rękę, postanawiają nakręcić własny film pełnometrażowy. Szczególnie zapalony jest Tommy, a film, który powstał z tej kolaboracji, opisywałem w osobnym artykule.

Recenzja The Disaster Artist

Zarówno film, jak i książka rządzą się swoimi prawami, także pojawienie się różnic w strukturze oraz narracji nie powinno nikogo zaskoczyć. Papierowy The Disaster Artist to opowieść pisana z perspektywy Sestero i poza kulisami produkcji The Room poczęstowano czytelnika niezliczonymi wątkami autobiograficznymi. Film Franco odsuwa te aspekty książki na drugi plan lub wręcz się ich pozbywa, czyniąc (zresztą słusznie) Tommy’ego Wiseau głównym bohaterem. Greg pełni rolę podobną do towarzyszy Doktora z brytyjskiego sci-fi – postaci, z którą może utożsamić się widz nienadążający za dziwactwami serwowanymi przez Wiseau. W celu efektywniejszego prowadzenia fabuły dokonano kilku uproszczeń i przekłamań w opowieści. I tak jak w filmie Greg dzięki swojej brodzie otrzymuje od Bryana Cranstona życiową szansę na zaistnienie w branży, by później stracić ją na rzecz The Room, tak w rzeczywistości konsekwencje ścięcia brody były dla młodego kalifornijskiego aktora dużo mniej katastrofalne. Podobnie było z entuzjastycznym przyjęciem The Room przez publikę, aczkolwiek do interpretacji zakończenia wrócimy później.

Gdyby kiedykolwiek wprowadzono skalę wczuwania się aktora w rolę, Franco figurowałby na samym jej szczycie. Nie tylko zagrał Tommy’ego Wiseau, ale również wziął na siebie obowiązki producenta i reżysera (do kompletu brakuje jeszcze udziału w pisaniu scenariusza). Jego imitacja głosu i mowy ciała Wiseau jest tak doskonała, że nie obraziłbym się, gdyby zdecydował się nakręcić The Room od nowa, z udziałem obsady reprezentowanej przez aktorów The Disaster Artist. A tym również należą się słowa pochwały. David Franco swoimi umiejętnościami przekonał mnie, że jego obecność w filmie nie była jedynie przysługą ze strony brata, choć moim absolutnym faworytem w obsadzie jest Zac Efron i jego bezbłędna interpretacja aktora odgrywającego Chris-R.

Recenzja The Disaster Artist

Od samego początku miałem obawy, że The Disaster Artist okaże się typowym przedstawicielem gatunku „feel good movie” z przeromantyzowaną historią i nagiętymi faktami, które mają wywołać u widza pozytywne emocje czy wręcz służyć jako źródło motywacji. W książce rysuje nam się wyraźny obraz Tommy’ego jako osoby wrażliwej, dla której przyjaźń z Gregiem jest największą wartością. Sestero nie obawiał się jednocześnie napisać o mniej chlubnych cechach swojego przyjaciela. I również w filmie Tommy jawi nam się jako postać apatyczna, impulsywna, reagująca skrajnymi emocjami, która bardzo słabo radzi sobie w kontaktach międzyludzkich – idealnie prezentuje to scena, w której reżyser wyjątkowo nieelegancko atakuje odtwórczynię roli Lisy.

Nie do końca jednak kupuję promowanie The Disaster Artist jako osobliwej laurki dla reżysera, który mimo trudów osiąga sukces i sławę. Owszem, jest to film o przyjaźni, podążaniu za marzeniami i akceptowaniu inności, ale na ekranie widzimy również ewidentne wyśmianie Tommy’ego oraz jego twórczości. Film zawiera kilka scen nieopisanych w książce, a ukazujących filmowca w jednoznacznie negatywnym świetle. Najważniejsze jest jednak to, że fenomen The Room oparty jest na artystycznej nieudolności na niespotykanym wcześniej poziomie – film Franco także bardzo mocno eksponuje karykaturalną nieporadność głównego bohatera i udawanie, że wcale nie chodzi tu o śmianie się z Wiseau jest zwyczajnie nieszczere.

Jeśli chodzi o zakończenie, to chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na dwa aspekty. Powszechnie wiadomo, że The Room nie został na starcie okrzyknięty arcydziełem gatunku „bad movies” i dopiero z czasem Tommy Wiseau zaczął nazywać swoje dzieło czarną komedią. W prawdziwej wersji wydarzeń premierowy seans zakończył się fiaskiem, a reżyser nigdy nie został uhonorowany owacjami na stojąco. Bardziej zastanawia mnie jednak dialog między Gregiem a Tommym, gdy ten drugi wychodzi z sali zniesmaczony reakcjami na swój film. Sestero proponuje mu, by spojrzał na tę sytuację jak na spełnienie złożonej sobie lata temu obietnicy – wspólne nakręcenie filmu, który zdobędzie rozgłos. W tym momencie nauczony doświadczeniem Greg wiedział już, że w pewnych chwilach nie warto być w pełni szczerym ze swoim przyjacielem. Czy był to więc przykład troski Sestero, czy może próba ratowania również swojego wizerunku skażonego do końca życia rolą w filmowej katastrofie?

Jak pokazuje historia, ich znajomość, choć rządziła się własnymi, dziwnymi prawami, napisała oryginalną i poruszającą opowieść. Zdecydowanie warto obejrzeć ją w kinie – entuzjastyczne reakcje widowni podczas seansu mówiły same za siebie.

About Grzegorz Ciesielski

Amerykanista z wykształcenia, cosplayer z pasji, felietonista z przypadku. Pasjonat muzyki lat 60. i 80., miłośnik piw rzemieślniczych, kucharz amator. Gardzi kawą. Jego twórcze portfolio można zobaczyć na W Cosplay.

Recommended for you