Literatura

Cisza jak ta. Recenzja książki Całe życie Roberta Seethalera

on

Pierwsze polskie tłumaczenie Seethalera to piąta powieść w karierze tego pisarza, a pierwsza nominowana do Man Booker Prize (przegrał godnie ze wspaniałą Wegetarianką Koreanki Han Kang, wydaną u nas już w 2014 roku przez Kwiaty Orientu). Całe życie przedstawia XX wiek z punktu widzenia Andreasa Eggera, mieszkańca niewielkiej miescowości w austriackich Alpach urodzonego w okolicach roku 1900.

Polska i angielska wersja okładki pokazuje góry – byronowskie kamienne morze, na którego powierzchni krzywo żegluje niewielki domek. Niemiecka przedstawia samotnego mężczyznę lekko niosącego duży skórzany plecak, odwróconego do czytelnika plecami. Ta druga, moim zdaniem, jest trafniejsza. Egger mieszka w górach, ma swój kawałek ziemi, ale bardziej niż to definiuje go samotność z wyboru. O celności tych ilustracji można oczywiście dyskutować, prawie pewnym jest jednak, że pierwsza akcentuje tło wydarzeń i początek historii głównego bohatera, a druga (czyli chronologicznie wcześniejsza) – jego samego, zwłaszcza w drugiej połowie życia.

Egger jest sierotą wychowywanym przez dalekich krewnych, co na początku wieku na wsi oznaczało, że stanowił tanią siłę roboczą, aż do momentu pełnoletności i ucieczki „na swoje”. Wychowywany bez czułości, zaniedbywany i goniony do pracy Andreas prawie nie mówi, nie ma po co. Być może dlatego, gdy w końcu znajduje swój język jest on esencjonalny, lapidarny i poetycki – jak wiersze Ryszarda Krynickiego. Realizm i przejrzystość trzecioosobowej narracji Całego życia sprawiają, że na początku wywołuje ono skojarzenia z wielkimi powieściami realistycznymi, może nie naturalistycznymi, ale niewątpliwie XIX-wiecznymi. Ostatecznie przegrywają one jednak z minimalizmem stylu: powieść jest krótka, po trosze migawkowa. To współczesne podejście do realizmu i poszukiwania sensu, uwzględniające tylko to, co najważniejsze. W wywiadzie dla Stuttgarter Zeitung Seethaler stwierdził, że podczas pisania zastanawia go „co jest esencją istnienia? Chodzi o przegrzebanie się przez to, co w życiu niepotrzebne”, nadmiarowe („Was ist die Essenz des Daseins? Es geht darum, sich immer wieder durchzuwühlen gegen die Unnötigkeiten des Lebens”).

Minimalizm, esencjonalizm i XX wiek – wydaje się, że takie byłyby słowa-klucze analizy książki Seethalera. Takie podejście mogłoby niestety być zbyt powierzchowne. W cytowanym wyżej wywiadzie pisarz powiedział także, że każde życie można sprowadzić do „przetrwania, miłości i śmierci”, ale nie to jest w pisaniu o nim najważniejsze. Prawdziwe wyzwanie to zejście niżej, w głąb tych uniwersalnych elementów, żeby zobaczyć jak pojedynczy człowiek sobie z nimi radzi. Dlatego właśnie Całe życie jest biografią może nigdy nieistniejącego, ale bardzo prawdopodobnego mężczyzny, który nie jest everymanem, choć spadają na niego typowe nieszczęścia i radości poprzedniego stulecia. W dowiedzeniu się jak to wyszło Seethalerowi nie pomoże niestety (?) żadna recenzja, trzeba wziąć książkę i usłyszeć Andreasa Eggera i jego miasteczko – rąbanie lasu, schodzące na przedwiośniu lawiny, narastający niemal co roku gwar głosów w dolinie i ciszę ponad nią, szum kolejek linowych i brzęczenie telewizorów w cudzych domach.

Szukając notek o Całym życiu często natykałam się na stwierdzenie, że książka pokazuje w jaki sposób współczesność, zwłaszcza technologia, wkracza w sielską przyrodę gór, niszcząc kontakt człowieka z przyrodą. Takie interpretacje wydają mi się bardzo powierzchowne. Egger zaczyna życie jako „dziecko ziemi” – jest parobkiem, lubi poleżeć na słońcu i pogapić się na góry, to prawda. Oznacza to jednak, że haruje ponad siły, nie może niczego zaoszczędzić, a naiwny i lekkomyślny jest trochę z braku alternatywy. Jego życie zmienia się diametralnie, kiedy najmuje się do pracy przy wyrębie drzew pod budowę kolejki. Dalej ciężko pracuje, ale wkroczenie cywilizacji wcale nie odcina go od natury, pozwala za to na spokojniejsze życie, snucie planów, kupno ziemi i założenie rodziny. Po wojnie bohater znowu zatrudnia się przy kolei linowej, bo tam może być sam w swoich górach, wysoko nad zatłoczoną doliną. Pod koniec życia wróci „na łono przyrody”, ale dzięki turystyce – znowu dość paradoksalnie i nie do końca po linii sielskiej interpretacji książki. Egger na pewno nie reaguje entuzjastycznie na wszelkie nowinki, za to z rozmysłem dobiera sobie te udogodnienia, które ułatwią mu życie – i robi z nich jak najlepszy użytek. Poza tym zna się na górach, co oznacza, że przede wszystkim wie, jakie są groźne i zachowuje ostrożność, także przed przesadnym zachwycaniem się ich pięknem.

Pojawiło się tu to słowo: wojna. Andreas Egger, jak każdy Austriak w odpowiednim wieku, będzie służył w Wehrmachcie. Seethaler nie pisze dużo o tym etapie życia swojego bohatera, nazizm i hitleryzm wspomina jakby mimochodem. O tym, jakie zbrodnie kryją się pod tymi kilkoma wzmiankami można przeczytać u Martina Pollacka (na przykład w Śmierci w bunkrze). Takie zaplecze z podstawowej wiedzy o historii Austrii pozwoli bardziej docenić pojawienie się tych motywów w lapidarnym Całym życiu i poczuć w pełni „splendid isolation” losów głównego bohatera, skoncentrowanego na sobie, pracy, przetrwaniu, a nie abstrakcyjnych ideach, które doprowadziły całą Europę do skażenia.

Seethaler ma szczęście do tłumaczy. Angielski przekład Charlotte Collins dał mu nominacje do Man Bookera, a sama tłumaczka cieszy się Całym życiem i The Tabbaconist (być może pojawi się u nas jako Trafika?) w każdym wywiadzie. Ewa Kochanowska jeszcze nie miała okazji opowiadać o swojej pracy nad książką, ale wykonała ją wspaniale. Egger mieszka w wymyślonej dolinie, w której zbierają się nazwy typowe dla Alp, a w naszej edycji – dla Tatr i innych wyższych gór, jednak z wyraźnym alpejskim zabarwieniem. Kolej linowa jest przez miejscowych nazywana Błękitną Lizą, nad wioską wznosi się Sępia Baszta, mieszkańcy wiosek trudnią się bauerką, turyści wchodzą na niedalekiego Dzwonnika i Żywiczną Kopę… Przekład Kochanowskiej charakteryzuje się świetnym wyczuciem detalu i bardzo klarownego stylu narracji, niepozbawionego okazjonalnych poetyckich niezręczności mowy Andreasa. Dzięki temu czytanie tej książki to ogromna przyjemność estetyczna.

Premiera Całego życia została zapowiedziana na 24 maja 2017, ja mam okazję napisać o nim szybciej dzięki akcji promocyjnej Wydawnictwa Otwartego, które zorganizowało otwarty nabór recenzentów i rozesłało do chętnych niefinalną wersję książki. Powieść, nawet przed ostatnimi poprawkami, robi dobre wrażenie, więc polecam ją bez strachu. O Seethalerze usłyszymy jeszcze nie raz, bo nawet bez Man Bookera wywołuje on liczne dyskusje i wpisuje się w coraz szerszy nurt „powrotu do natury”. W naszych księgarniach jak na razie realizuje się on na przykład w publikacjach z serii Menażeria Czarnego albo serii EKO Marginesów. Większość z tych pozycji to nie typowe teksty popularnonaukowe, ale całkiem osobiste zapisy przeplatania się ludzkiego i dzikiego. Całe życie jest wyjątkowo jak na ten nurt skupione na krajobrazie i pozbawione wątków „zwierzęcych”. Poza tym, podobnie jak „miejskie” J jak jastrząb, zrywa z łatwym romantyzmem i powierzchowną tęsknotą za nieokiełznaną naturą (jako jedyną prawdziwą; tu można je trochę powiązać z Dwunastoma srokami za ogon). Krótko mówiąc, to nie jedna książka, to cały wielki kontekst…

Na plus:
– piękny, klarowny styl narracji
– brak naiwności i łatwego romantyzmu
– świetne tłumaczenie
– ważny głos w nowoczesnym pisaniu o przyrodzie
– pierwszy polski przekład interesującego austriackiego pisarza

Na minus:
– dobrze coś wcześniej wiedzieć o historii Austrii (ale nie trzeba)

About Agnieszka "Fushikoma" Czoska

Typowy mól książkowy. Czyta po polsku, angielsku, niemiecku i ukraińsku, bardzo chciałaby jeszcze po francusku. Ostatnio jej ulubieni autorzy to Zadie Smith, Serhij Żadan, Jurij Andruchowycz, Amos Oz, Łukasz Orbitowski... Lubi komiksy, na przykład Sagę, Wytches, rzeczy Alison Bechdel czy Inio Asano. Jak ma czas, ogląda europejskie filmy i anime. Recenzuje jeszcze dla bloga Nie Tylko Gry (nietylkogry.pl), czasem pisze do Fabulariów (fabularie.pl).