Film

Subiektywne zestawienie najlepszych polskich filmów XXI wieku – część druga

on

Czas na drugą (i zarazem ostatnią) część zestawienia najlepszych polskich filmów fabularnych nakręconych w XXI wieku (poprzednia dostępna jest tutaj). Z jednej strony smuci fakt, że czołówka to raczej produkcje powstałe bliżej początku stulecia niż dnia dzisiejszego, jednak w zestawieniu znalazły się również dwa zeszłoroczne objawienia. Pozostaje więc czekać na kolejne udane dzieła z polskim rodowodem.

Kolejność jest oczywiście dość orientacyjna.

10. Jestem mordercą (2016), też. Maciej Pieprzyca

Młody, ambitny policjant zostaje zmuszony do zmierzenia się ze sprawą pozornie niemożliwą do rozwiązania. Wraz z pierwszymi sukcesami przychodzi oderwanie od rzeczywistości i przekonanie o własnej genialności, co otwiera drzwi do upadku (o tym, czy bohater grany przez Mirosława Haniszewskiego przez nie przejdzie polecam przekonać się samemu). Temat mocno oklepany, ale twórcom udało się podać go w pomysłowy, kreatywny sposób – wyraziści bohaterowie, dynamiczny montaż i doskonała rola Arkadiusza Jakubika budują gęsty, charakterystyczny klimat. Gdyby tylko ująć sprawie trochę dosłowności i pozostawić widzowi więcej pola do domysłów, byłby mocny kandydat do pierwszej piątki. Więcej można poczytać w naszej recenzji.

A co, jeśli się… pomyliliśmy?

9. Ida (2014), reż. Paweł Pawlikowski

Prosta (pod żadnym pozorem nie mylić z lekka) historia o poszukiwaniu własnej tożsamości. Po śmierci rodziców Anna trafiła do klasztoru, który ją wychował. Teraz ma zamiar przyjąć święcenia. Zanim jednak to zrobi, dostaje polecenie skontaktowania się ze swoją ciotką Wandą. Jedyna krewna Anny jako prokurator z lat 50. stoi po drugiej stronie ideologicznej barykady. Dwie sprzeczne pod każdym względem osobowości łączą siły, by odkryć co dokładnie stało się z rodzicami Anny (vel Idy) – podróż wiele zmieni w życiu obydwu bohaterek. Samo śledztwo zresztą nie zajmuje wiele czasu i nie dominuje fabuły, służy raczej przypieczętowaniu losów postaci.

Film został nakręcony w czerni i bieli i jest pełen charakterystycznych statycznych ujęć. Paweł Pawlikowski nie rozciągał materiału na siłę – Ida trwa dość krótko jak na kinowe standardy (80 minut), co zdecydowanie wychodzi jej na dobre. Oscar za najlepszy film nieanglojęzyczny, co przy bardzo mocnej konkurencji (m.in. Lewiatan) jest ogromnym sukcesem.

Cała Róża, kolorowe szkiełka obok krowiego gówna.

8. Ostatnia rodzina (2016), reż. Jan P. Matuszyński

Rzadko się zdarza, żeby tak oczekiwany film sprostał wymaganiom widzów i nie przekłuł „bańki promocyjnej” – zwłaszcza, że odpowiedzialny za Ostatnią Rodzinę Jan P. Matuszyński nie miał wcześniej na koncie żadnej pełnometrażówki. Reżyser udźwignął jednak presję i stworzył obraz oryginalny, wciągający, a przede wszystkim bardzo klimatyczny.

Niezwykłość rodziny Beksińskich została przedstawiona z jednej strony z wielkim podziwem dla osobowości i osiągnięć obu panów (oraz cierpliwości, uporu i umiejętności organizacyjnych Zofii), z drugiej jednak pod żadnym względem nie jest to laurka – niektóre sceny są bardzo wymagające emocjonalnie i każą zadawać pytania o zdrowie psychiczne bohaterów. Całości dopełniają rewelacyjne ujęcia – ciasne, momentami nawet klaustrofobiczne. Jeśli przegapiliście seans kinowy, 9 lutego film pojawi się na DVD.

Nikt nie gwarantował ci, że życie rodzinne jest samą atrakcją.

7. Wszystko co kocham (2008), reż. Jacek Borcuch

Nakręcenie dobrego filmu o dorastaniu to bardzo trudne zadanie. Nie dał mu rady chociażby Jan Komasa w Sali samobójców, nie dał rady nawet Władysław Pasikowski w Słodko-gorzkim (chociaż przynajmniej próbowali), nie mówiąc już o twórcach, którym wydaje się, że film młodzieżowy może traktować odbiorcę jak idiotę. Tymczasem historia Janka i jego kolegów z liceum zakładających zespół punkrockowy tuż przed wybuchem stanu wojennego urzeka autentyzmem i jest daleka od uproszczeń.

Choć polityka jest tu wszędzie, stanowi tylko pretekst do przedstawienia emocji, potrzeby buntu, kontestacji obowiązującego stanu rzeczy – Jacek Borcuch zupełnie pozbawił Wszystko co kocham jakichkolwiek moralizatorskich aspektów, co okazało się dobrym rozwiązaniem. Jedyne, co może przeszkadzać to delikatne przeromantyzowanie całej sytuacji, ale czy taka egzaltacja nie jest właśnie domeną ludzi w wieku bohaterów?

– Ruski wjadą?
– A dlaczego mają wjeżdżać? Już tu są.

6. Komornik (2005), reż. Feliks Falk

Lucjan Bohme to uosobienie negatywnych stereotypów o komornikach. Jest bezwzględny, chciwy, zdeterminowany i przy tym bardzo skuteczny. Osiągnięcia młodego karierowicza przyciągają uwagę prawniczych elit miasta i zostaje on przyjęty do „grupy trzymającej władzę”. Lucjan dalej idzie po trupach do celu, zdaje się jednak nie zauważać, że pomimo uśmiechów i poklepywania po plecach tak naprawdę znajduje się w gnieździe żmij. Niby typowa historia o przeroście ego, o winie i odkupieniu, to ostatnie jest jednak na tyle niejasne, że nie psuje (jak to zwykle bywa) całego filmu galopującym dydaktyzmem. Andrzej Chyra w świetnej formie.

 

Lubię taki przepych. Jest co zajmować.

5. Dom zły (2009), reż. Wojciech Smarzowski

Najlepszym podsumowaniem Domu złego jest cytat na okładce wersji DVD – „Prawda? Nie ma takiej”. Film opowiada o śledztwie w sprawie zabójstwa  kilku osób w jednej w odizolowanych bieszczadzkich wsi. A wszystko dlatego, że cztery lata wcześniej przypadkiem do domu Dziabasów trafił Edward Środoń (Arkadiusz Jakubik), zootechnik dopiero co zatrudniony w lokalnym PGRze. Gospodarz hojnie dzieli się bimbrem, co w połączeniu ze zwyczajną ludzką zawiścią prowadzi do dramatu.

Sytuacja niewiele różni się od tego, co dzieje się na wizji lokalnej podczas wspomnianego śledztwa – alkohol i walka z sięgającym wysoko w partyjnej hierarchii spiskiem to bardzo zła kombinacja, o czym przekonuje się porucznik Mróz grany przez Bartłomieja Topę. Dom zły jest jak wiejski bimber – trafia mocno i nie pozwala o sobie zapomnieć przez jakiś czas.

Prokurator wstał wcześniej, trzepnął klina i jak nowo narodzony oględziny prowadzi.

4. Symetria (2003), reż. Konrad Niewolski

Łukasz, młody, wykształcony i nieco „ciapowaty” człowiek wskutek zbiegu okoliczności trafia do aresztu. Tam, przekonany przez drobnego złodzieja samochodów, postanawia spróbować sił jako członek grupy „grypsujących” – więziennej elity. Szybko okazuje się, że Łukasz zupełnie nie pasuje do tego środowiska, nie ma jednak już odwrotu i „świeżak” musi przyjąć warunki gry. Symetria opowiada historię przemiany głównego bohatera, jego walki z kryminalistami i własnym strachem.

Choć przedstawienie więziennych realiów było czasem krytykowane, to jako film dzieło Niewolskiego broni się doskonale – dobrze wykreowane postacie i rewelacyjna praca kamery uwydatniająca klimat osaczenia sprawiają, że obraz ten zapada w pamięć na długo. Jedyne, co może być traktowane jako minus to wyjaśnienie pewnej zagadki już w jednej z pierwszych scen – otwarte zakończenie moim zdaniem byłoby dużo mocniejsze.

A co, nie podoba ci się tutaj?

3. Pianista (2002), reż. Roman Polański

Adaptacja przejmującej autobiografii Władysława Szpilmana – polskiego Żyda, którego pracę pianisty w Polskim Radiu przerywa wybuch drugiej wojny światowej. Szpilman (w tej roli fenomenalny Adrien Brody), rozdzielony z rodziną, zmuszony jest do ukrywania się w  warszawskich mieszkaniach i polegania na pomocy ze strony ludzi dobrej woli. To nie jest zwyczajny film o drugiej wojnie światowej – nie znajdziemy w nim głośnego bohaterstwa w stylu Hollywood. Zamiast tego Polański przedstawia prawdziwą historię desperacji i walki o przetrwanie na tle poddanego okrucieństwu, ginącego miasta. Heroizm Szpilmana jest cichy i subtelny, wyrażony w jego woli przetrwania.

Film zapiera dech: nie tylko ze względu na przejmującą i przede wszystkim opartą na faktach historię, ale też dzięki zdjęciom Pawła Edelmana. Sceny wspaniale podkreśla muzyka – w soundtracku wykorzystano utwory Chopina i jedną oryginalną kompozycję Wojciecha Kilara.

Muszę utrzymywać rodzinę, a pół dnia czekam, aż mi pozwolą przejść.

2. Dzień świra (2002), reż. Marek Koterski

Film o porażce w starciu nie tyle ze światem, co z samym sobą. Główny bohater to człowiek wielu skrajności – z jednej strony wrażliwy literat, z drugiej agresywny buc. Całe jego życie obraca się wokół bezpiecznej, obsesyjnej rutyny i ciągłym przeżywaniu tego, że zmarnował swój potencjał. Koterski umieścił w Dniu świra sporo elementów komediowych, ale zrobił to w specyficzny sposób – śmiech został tak dalece zdominowany przez tragedię, że stał się jej częścią, zlał się w jedną całość z ogromem smutku.

Walka Miauczyńskiego z rzeczywistością jest też pretekstem do pokazania polskich narodowych wad (a może po prostu ludzkich?), począwszy od tych „głównych”, takich jak społeczna znieczulica i wszechobecna zawiść, skończywszy na „mniejszych” w stylu nieświadomego uprzykrzania życia współpasażerom głośnymi rozmowami. Co by nie mówić,czasem każdy z nas jest Adamem Miauczyńskim.

Żeby nie jeść samotnie, jem z telewizorem.

1. Wesele (2004), reż. Wojciech Smarzowski

Nikt w jednocześnie tak brutalny, ale i prześmiewczy sposób nie wyśmiał polskiego „januszyzmu”. Historia chciwego rolnika Wiesława Wojnara z jednej strony uderza naturalizmem, z drugiej urzeka przaśnością. Dodajmy do tego perfekcyjny scenariusz, popis aktorski właściwie całego zespołu (w tym role życia Arkadiusza Jakubika i Mariana Dziędziela) i mamy film prawie idealny. Mnogość nawiązań i podtekstów (zarówno tych oczywistych, jak Wyspiański i tych mniej, jak Gierymski) sprawia, że Wesele można oglądać wielokrotnie i wciąż znajdować w nim coś nowego, a niektóre sceny (np. Rota odśpiewana z pełnym zaangażowaniem przez tłum pijanych chamów) są dziś wręcz kultowe.

 

I żeby całe wasze małżeństwo było tak piękne jak ta dzisiejsza noc.

Autorką paragrafu o Pianiście jest Katarzyna Piękoś.

About Adam Kubaszewski

Założyciel portalu arytmia.eu. Lubi mandarynki, heavy metal i polskie kino. Podobno lingwista.

Recommended for you