Film

Subiektywne zestawienie najlepszych polskich filmów XXI wieku – część pierwsza

on

Na przełomie wieków polskie kino zanotowało obniżkę formy. Królowały dość średnie adaptacje lektur szkolnych i tzw. ważne społecznie filmy (takie jak przegłęboczone Cześć, Tereska). Na domiar złego Wiedźmin pogrzebał na długie lata szansę na porządną fantastykę. Jasne, pojawił się Dług czy Żółty szalik, ale były to raczej wyjątki. Na szczęście po kilku chudych latach filmowcy zaczęli radzić sobie coraz lepiej, a ostatnie miesiące pozwalają z niespotykanym wcześniej optymizmem patrzeć na przyszłość rodzimego przemysłu filmowego. Zapraszam do pierwszej części zestawienia najlepszych obrazów polskiej produkcji (lub koprodukcji), które ukazały się w XXI wieku. Listę tworzą tylko pełnometrażowe filmy fabularne, skąd brak kilku dokumentów czy krótszych dzieł.

Poniżej druga dziesiątka rankingu – miejsca 1-10 już wkrótce.

20. Wszystko będzie dobrze (2007), reż. Tomasz Wiszniewski

Paweł, młody pasjonat biegania w obliczu ciężkiej choroby matki postanawia udać się z pielgrzymką do Częstochowy. Towarzyszy mu zapijaczony nauczyciel wychowania fizycznego (Robert Więckiewicz), a kiedy o naiwnej misji Pawła dowiadują się media, cały kraj zaczyna mu kibicować. Długie kilometry zbliżają do siebie bohaterów, co obu wychodzi na dobre.

Jeden z nielicznych filmów, w których dziecięcy bohaterowie nie irytują – ba, postać grana przez debiutującego Adama Werstaka (wówczas 16-letniego; nigdy więcej nie pojawił się na ekranie) jest wiarygodna i ciekawa. Cieszy również fakt, że choć to po części „feel good movie”, to nie obraża widza prostackim, nachalnym huraoptymizmem. Wszakże rzadko wszystko kończy się dobrze.

Wszyscy wiedzą żeś pan alkoholik i dawno by pan nie pracował gdyby pana dyrektor tak nie marzył o tych pucharach z tego… z Cottbus, czy z Lipska.

19. Karbala (2015), reż. Krzysztof Łukaszewicz

Polskie kino stricte wojenne średnio sobie radzi – najczęściej mamy do czynienia z pompatycznymi hagiografiami w stylu Historii Roja i podobnych patriotycznie poprawnych filmów. Karbala również opowiada o bohaterstwie polskiego oddziału w walce z potężniejszym wrogiem (i późniejszym zamieceniu sprawy pod dywan), ale robi to zdecydowanie mniej górnolotnie. Historia obrony City Hall, dowodzonej przez pułkownika Kalickiego (granego przez Bartłomieja Topę) wciąga, efekty specjalne robią wrażenie (zwłaszcza przy relatywnie niskim budżecie), a całość jest bardzo ładnie zmontowana. Karbala zapewne nie zostanie zapamiętana jako genialne dzieło – do etykietki „świetna rzemieślnicza robota” pasuje jednak idealnie.

Jak ruszą, oszczędzajcie amunicję.

18. Testosteron (2007), reż. Andrzej Saramonowicz, Tomasz Konecki

Film, który otworzył puszkę Pandory i rozpoczął w polskim kinie okres dominacji debilnych komedii (oczywiście powstawały one wcześniej, ale nie w takich ilościach). Testosteron jednak nie jest niczemu winien, bo w odróżnieniu od wątpliwej jakości następców to film oparty na dialogach, a nie slapsticku. Pod pretekstem tzw. „męskich rozmów przy wódce” reżyserski duet z jednej strony serwuje nam sporą dawkę mizoginii, z drugiej jednak wyśmiewa nadęty samczy etos. Płciowe stereotypy są podane w bardzo lekkiej formie (chociaż nie oszukujmy się, czasem trochę burackiej), a tu i ówdzie twórcom udało się przemycić kilka ponadczasowych prawd. Dobry film do luźnego wieczornego seansu z grupą znajomych.

Zaobserwowano niejednokrotnie, że samice szympansów prowokują seksualnie samca tylko po to, by mu ukraść mięso.

17. Pokłosie (2012), reż. Władysław Pasikowski

Tytuł niestety znany głównie przez pryzmat mało sensownej wojny ideologicznej, która wynikła po premierze. Pokłosie broni się jednak jako film – to wyrazisty kryminał ze świetnie zarysowanym wątkiem odrzucenia spowodowanego sprzeciwem otoczenia wobec działań Józefa Kaliny (Maciej Stuhr). Dotkniętego ostracyzmem bohatera odwiedza jego brat, który właśnie wrócił z USA.

Zdezorientowany emigrant próbuje zorientować się o co tu chodzi i dlaczego Józefowi tak zależy na rozwikłaniu dawnej tajemnicy, co prowadzi do kilku niespecjalnie przyjemnych odkryć. I zgoda, momentami symbolika jest trochę przesadzona, jednak Pokłosie mimo tego dalej pozostaje jednym z najlepszych filmów w dorobku Pasikowskiego.

Ten się śmierci nie boi, kto śmierć widział jak normalną rzecz.

16. Wszyscy jesteśmy Chrystusami (2006), reż. Marek Koterski

Nie brakuje w polskim kinie filmów o alkoholizmie. W tej mocno obsadzonej kategorii o palmę pierwszeństwa dzieło Koterskiego rywalizuje z Żółtym szalikiem (pomimo uwielbienia dla Wojciecha Smarzowskiego uważam, że w Pod mocnym aniołem trochę wylał dziecko z…wódką). Wszyscy jesteśmy Chrystusami to chyba najmroczniejszy film o Adasiu Miauczyńskim – brak tutaj comic reliefów i każdy kolejny fragment wali w łeb coraz mocniej. Naturalistyczne sceny łączą się z typowym dla tego reżysera prostym, unikalnym symbolizmem. I piwo jakoś gorzej wchodzi…

 

Sylwusiu, idź kup mi tylko pięć piwek i ja na pewno przestanę pić.

15. Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy (2015), reż. Janusz Majewski

Niewiele mamy polskich filmów muzycznych, a jeśli już były, to (patrząc chociażby na rok 2009 i niesławne Kochaj i tańcz) niezbyt udane. Na szczęście pojawił się Fabian Apanowicz (Maciej Stuhr), który powrócił do ojczyzny, aby grać swing. Filmy takie jak ten ogląda się przede wszystkim dla świetnej muzyki i klimatu, w tym przypadku jazzowego. Produkcja jest obsadzona „pewniakami” polskiego kina (Anna Dymna, Sonia Bohosiewicz, Wiktor Zborowski), nie brakuje w niej też humoru, romansu czy tajemnicy. Excentrycy oferują zastrzyk optymizmu i energii, który sprawia że nawet trudna rzeczywistość lat 50. nie wydaje się obrazem szarości urozmaiconym jedynie komunistyczną czerwienią. Najwyraźniej o początkach PRLu też można opowiadać z lekkością i humorem.

Witamy w ojczyźnie. Złodziej jeden…

14. Bogowie (2014), reż. Łukasz Palkowski

Po zupełnie nieudanej Wojnie żeńsko-męskiej reżyser zamiast naginać rzeczywistość i wojować z krytykami postanowił po prostu wyciągnąć wnioski. Efekt okazał się (he, he) boski – opowieść o walce Zbigniewa Religi o klinikę transplantologii i powiązaną z nią rewolucję w rodzimej medycynie to amerykańskie kino w polskim wykonaniu – i nie jest to obelga. Schemat „sam przeciw wszystkim” został pokazany w sposób bliski perfekcji. Bogowie to film jednocześnie ciężki i lekki – trudna tematyka została odpowiednio rozładowana humorem i dynamiką, a mimo dwóch godzin seans leci bardzo szybko. Tomasz Kot po serii występów w bardzo złych filmach (Wyjazd integracyjny, eh) wrócił do wysokiej formy, w czym wydatnie pomógł mu scenariusz.

– Ja i tak robię co chcę.
– I dlatego z tobą rozmawiam.

13. Pitbull (2005), reż. Patryk Vega

Powiew świeżości w serialach/filmach akcji – Pitbull był brudny, naturalistyczny i nikogo nie wybielał. Brak tutaj jakiegokolwiek poetyzowania pracy policjanta (jak chociażby w Glinie) czy robienia z bohaterów jednoosobowych armii (jak w prawie każdym filmie akcji). Stróże prawa na dobrą sprawę niewiele różnią się od swoich przeciwników – prawda jest względna, a każdy ma coś za uszami. Pitbull ma jedną wadę – jako, że jest oparty na serialu, widać trochę konieczność upakowania dużej ilości treści w niecałe dwie godziny. Warto więc nie ograniczać się do samego filmu, ale zobaczyć całą telewizyjną serię – jest zupełnie inna od hollywoodzkich schematów, które dzisiaj serwuje Patryk Vega w sequelach.

 

A tu wujcio taka niezdara i się wywalił…

12. Plac zbawiciela (2006), reż. Krzysztof Krauze, Joanna Kos-Krauze

Młode małżeństwo z dziećmi bierze duży kredyt i nie może się już doczekać własnego mieszkania. W związku z problemami finansowymi dewelopera ta chwila wydaje się jednak oddalać, aż w końcu para traci nadzieję na cokolwiek. Powoduje to kłótnie, wielkie napięcie i presję, która przekracza możliwości obojga bohaterów. Dość ograny schemat walki jednostki (czy też pary) z niemożliwym do pokonania przeciwnikiem, ale tym razem pokazany w nieco innych warunkach – źródłem problemu nie jest gangster (Dług) czy zbrodniczy systemem (Róża), ale dość prozaiczna zła inwestycja.

 

Pożyczę ci te pięćdziesiąt tysięcy, umówimy się, że mi oddasz za rok. I co, potem przyjdziesz i powiesz że ci się posrało i będziesz mi oddawał przez następne trzy? Ku**a, Bartuś.

11. Róża (2012), reż. Wojciech Smarzowski

Nowy reżim umacnia swoją władzę w zmasakrowanej wojną Polsce, intensyfikując przy okazji wieloletnie konflikty na tle etnicznym i wydobywając z ludzi to, co najgorsze. W takim świecie nie ma szans na romans byłego powstańca warszawskiego i wdowy po żołnierzu Wehrmachtu. Jednak główni bohaterowie (grani przez Agatę Kuleszę i Marcina Dorocińskiego) mimo to próbują, nie z wielkiej miłości, tylko w dużej mierze ze zwyczajnego pragmatyzmu – Róża ma dom z miejscem do spania (czego brakuje AK-owcowi) i potrzebuje ochrony przed mieszkańcami wioski, którzy nie mogą jej wybaczyć mazurskiego pochodzenia. Rzeczywistość jest jednak brutalna, ludzie zawistni, a coraz silniejszy ustrój traktuje parę jak wrogów numer jeden.

Obraz dopełniają bardzo surowe ujęcia i ascetyczna muzyka, które jeszcze bardziej wzmacniają wydźwięk. Kiedy wychodziłem z kina, jeden z widzów powiedział, że „do takiego seansu powinni dawać ćwiartkę wódki” – i to jest chyba najlepsze podsumowanie.

– Umie pan to robić?
– A gdzie tam. Pan jest moim pierwszym klientem.

 

About Adam Kubaszewski

Założyciel portalu arytmia.eu. Lubi mandarynki, heavy metal i polskie kino. Podobno lingwista.

Recommended for you