Gry

Zbrodnia bez kary? Recenzja Bohemian Killing

on

Tematyka sądownictwa w grach komputerowych dotychczas była wyłącznie domeną Japończyków. Twórcy Ace Attorney trafili na żyłę złota, gdyż seria Capcomu doczekała się sześciu głównych odsłon i kilku spin-offów, stając się tytułem kultowym. Chętni spróbowania swoich sił w roli adwokata muszą jednak wyposażyć się w konsolę Nintendo albo telefon z Androidem lub iOS (telefony posiadają bibliotekę ograniczoną wyłącznie do trzech pierwszych części gry). Nie każdemu może też pasować forma rozgrywki, gdyż tytuł jest zrealizowany w konwencji popularnej w Kraju Kwitnącej Wiśni, czyli „visual novel”. Na szczęście dla osób zaciekawionych tematem, ale uczulonych na mangową kreskę pojawiła się alternatywa w postaci Bohemian Killing – dramatu sądowego autorstwa Macieja Makaja.

Pierwsza scena gry nie pozostawia nam żadnych wątpliwości – główny bohater, Alfred Ethon z zimną krwią zabija w pokoju hotelowym Marię Capet. Następnie przenosimy się do sali sądowej, gdzie po odczytaniu aktu oskarżenia sędzia pozwala nam na złożenie zeznań. Wbrew prawdzie nasz bohater nie przyznaje się do popełnionego czynu i naszym zadaniem jest ułożenie swojej wersji wydarzeń, by zmyć z siebie podejrzenia. Zanim jednak zaczniemy, możemy poprosić o pomoc adwokata, który ułatwi nam wymyślenie naszej historii w taki sposób, by zgadzała się z zeznaniami, a jednocześnie była dowodem na naszą niewinność. To krótkie intro wprowadza nas do właściwej gry.

Myślami bohatera cofamy się do dnia morderstwa, by poprzez kierowanie poczynaniami Alfreda utworzyć własną wersję zdarzeń. Należy jednak pamiętać, że wyłącznie kłamiemy nt. wydarzeń, które już nastąpiły, a nie zmieniamy przeszłość. Nie wygramy więc sprawy, jeśli powiemy sędziemu, że o 21:00 poszliśmy spać, gdyż przeczą temu m.in. zeznania recepcjonisty hotelu, który pół godziny później przyjmował od nas rezerwację. Nic nie stoi natomiast na przeszkodzie, by wykorzystać dowody przedstawione przez prokuraturę na swoją korzyść. Cały czas jesteśmy jednak pod czujnym okiem sędziego, który będzie próbował podważyć nasze zeznania. Każda nasza wypowiedź jest zapamiętywana przez arbitra i dopiero pod koniec gry dowiemy się czy nasze oświadczenie kupiło jego zaufanie, czy pogrążyło nas bardziej niż bombardujący zarzutami prokurator.

Żeby uzyskać najszczęśliwsze zakończenie, czyli naszą wolność, musimy odblokować 13 dowodów – kontr na materiały przedstawione przez kompromitującego nas prokuratora. Dla przykładu, możemy zarządzić badanie grafologiczne, jeśli dzięki podstępowi uzyskamy dostęp do księgi gości hotelowych i udowodnimy, że znajdujący się tam podpis należy do innej osoby o podobnym nazwisku co nasze. Większym wyzwaniem będzie wrobienie naszej ofiary we włam do mieszkania głównego bohatera, celem spieniężenia tajnych dokumentów. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by po prostu powiedzieć, że wypiliśmy kieliszek szampana i pod wpływem alkoholu zabiliśmy kobietę, dzięki czemu uzyskamy niższy wyrok. Po pierwszym przejściu gry zostajemy poinformowani, że odkryliśmy dopiero jedno z dziewięciu zakończeń, zachęcając przy tym do następnego podejścia, używając dotychczas zdobytej wiedzy do odblokowania kolejnego finału.

Postacią kierujemy z widoku pierwszej osoby. Gra dzieje się w czasie rzeczywistym i żeby akcje pokrywały się z zeznaniami świadków, w przypadku każdego ważnego wydarzenia musimy się pojawić w odpowiednim miejscu o wyznaczonej godzinie. Możemy też nie pojawić się wcale, oświadczając na przykład, że sąsiad „rzekomo” mijający nas o 23:30 kłamał lub pomylił nas z inną osobą. Tytuł posiada tylko trzy lokacje: hotel, kamienica oraz bar, do których mamy dostęp z podwórza. W każdej z nich mamy do wyboru kilka akcji, które przyspieszą upływ czasu i „wypełnią” nasze zeznanie. Alfred nie szczędzi detali i nie przemilcza żadnego, nawet mało istotnego faktu, komentując każdą czynność, którą wykonuje. Po pewnym czasie już miałem dosyć słuchania tego, że otwiera kratę windy lub zamiast tego schodzi schodami, czy też podziwia panoramę Paryża.

Biorąc pod uwagę, że nad całym projektem czuwała praktycznie jedna osoba, oprawa graficzna prezentuje się bardzo profesjonalnie. Bohemian Killing to koronny przykład, że na silniku Unity powstają nie tylko paskudne twory zlepione ze skradzionych assetów, ale również całkiem przyzwoite tytuły. Jak wspomniałem, lokacji w grze jest niewiele, ale każda z nich wygląda przepięknie. Jedynie modele postaci mogłyby być bardziej szczegółowe, dość zastanawiający jest też fakt, że nie widzimy odbicia naszego bohatera w lustrze. Przez całą grę chodziła mi po głowie myśl, czy przypadkiem w jednym z zakończeń Alfred Ethon nie okaże się wampirem. Twórcy mają więc co poprawiać. Rewelacyjnie wypadła ścieżka audio. Głosu postaciom użyczył francuski aktor Stéphane Cornicard, znany z mniejszych ról w filmach Szeregowiec Ryan i Spectre oraz grach takich jak Dragon Age i Dark Souls. Nie należę do entuzjastów języka Woltera, mimo to dialogi w grze były zrealizowane dobrze, a wtrącane od czasu do czasu galicyzmy miały uzasadnienie w umiejscowieniu gry w XIX-wiecznym Paryżu.

Uwielbiam gry nietypowe, wyróżniające się gameplayem od kolejnej strzelanki czy symulatora maszyn specjalistycznych. Niestety w zalewie marnej jakości gier niezależnych i systemu Steam Greenlight, który wbrew swojemu założeniu nie do końca oddziela ziarna od plew, ciężko jest zaistnieć  w szerszej publice tytułowi pozbawionemu milionowej kampanii marketingowej. Produkcja posiada jednak typową dla tytułów indie bolączkę – brakuje jej szlifu. Bohemian Killing jest grą z potencjałem, który jednak nie został w pełni zrealizowany, nie przez brak chęci czy umiejętności programisty, ale przez to, że był to projekt solowy. Z otwartymi ramionami przywitałbym historię wielorozdziałową, której wspólnym mianownikiem byłby może nie oskarżony, ale charyzmatyczny prawnik, zdolny do wyciągnięcia z opałów nawet największego kryminalistę. Na fali popularności Better Call Saul znalazłoby się tysiące graczy próbujących spróbować swoich sił na sali sądowej. Twórca Bohemian Killing wybudował już solidne fundamenty. Kolejną kwestią jest czy powstanie na nich mała chatka, czy ogromna rezydencja.

Egzemplarz gry udało nam się uzyskać dzięki uprzejmości wydawcy – IQ Publishing.

 

About Grzegorz Ciesielski

Amerykanista z wykształcenia, cosplayer z pasji, felietonista z przypadku. Pasjonat muzyki lat 60. i 80., miłośnik piw rzemieślniczych, kucharz amator. Gardzi kawą. Jego twórcze portfolio można zobaczyć na W Cosplay.

Recommended for you