Komiks

Co przeżyłem, to moje – recenzja komiksu Na szybko spisane

on

To dziwne uczucie czytać komiks, który pomiędzy wydaniem środkowej a ostatniej części miał niemal 9 lat przerwy. To rzecz, na którą zwraca się uwagę chyba w każdej recenzji Na szybko spisane. I nie ma co się dziwić – wielu już dawno przestało wierzyć, że w końcu się ukaże. Ma to jednak dość duże znaczenie, patrząc na to, że jednym z bohaterów każdego rozdziału są dekady. Część druga ukazała się w roku 2008, a by lepiej ocenić tę, która miała dopiero nadejść, trzeba jednak trochę odczekać. Sam pamiętam premiery obu części i mógłbym się rozkleić nad tym, jakim wtedy byłem człowiekiem, co się ze mną działo przez ten czas i w jaki sposób mogę ocenić swoje ówczesne życie, ale nie ma to żadnego znaczenia. Każdy z pewnością potrafi sam o sobie coś takiego opowiedzieć. Podobnie jak główny bohater komiksu.

Zgodnie z tytułem, opowiadana przez narratora historia ma formę spisanych (i wyrysowanych) na szybko wspomnień, które gdzieś się w nim kłębią. Od najstarszych zdarzeń po pierwsze odkrywanie meandrów życia. Stopniowo rośniemy z samym bohaterem i jego myślami, które z wiekiem nabierają poważniejszego charakteru i słownictwa. Od maleńkości, przez bycie nastolatkiem, kończąc na dorosłym życiu. Z tej perspektywy obserwujemy też życie jego najbliższych w osobach młodszego brata i samotnie  wychowującego ich ojca. Poszczególne wydarzenia wydają się po prostu pojawiać i znikać, jedne z nich bardziej wpłyną na bohatera, inne mniej. A na różnorodność pod kątem lat 80., 90. i 2000 z pewnością nie można narzekać, zarówno jeśli chodzi o zmiany w otoczeniu czy społecznej mentalności.

Recenzja komiksu Na szybko spisane

A kim tak naprawdę jest główny bohater? Nie znamy jego imienia, na początku nie wiemy o nim praktycznie nic, bo sam też nic sobą nie reprezentuje. Nowe zainteresowania czy rozwój osobowości odkrywamy w pełni z jego perspektywy. Nie jest to jednak typowy bohater. Sam Śledziu określa go jako “pewnego introwertycznego chłopaczka”. Jest on typem klasycznego, spokojnego kujona i geeka, którym mogliśmy być lub którego mogliśmy znać. Nie pragnie przygód, nie szuka kłopotów, chce po prostu robić swoje.

To, czy odnajdziemy w nim siebie samych odgrywa szczególną rolę, zwłaszcza że wszystko zanurzone jest w głębokiej nostalgii. Nie brakuje tu rzecz jasna humoru, z którego słynie Michał Śledziński, a jednocześnie jest to jedna z jego najbardziej dramatycznych prac. Mamy do czynienia z komiksowym komediodramatem, gdzie wszystko idealnie się ze sobą pokrywa. Czasem jednak brakuje rozbudowania pewnych wątków, tym bardziej że mówimy tu o historii jednego życia, ale w bardzo skrótowej wersji. Często zresztą tego rodzaju komiksy potrafią być naprawdę grubymi tomiszczami. Czuć to najmocniej w ostatniej części, w której mamy znaczny przeskok czasowy, ale w dużych ilościach pojawiają się retrospekcje.

Wiele można też napisać o rysunkach, które są tak charakterystyczne dla autora. Śledziu zawsze wyróżniał się stylem szybkim, bardzo dynamicznym, który w okolicach zeszłej dekady powoli przeistaczał się w jeszcze szybszy, do czego autor nieraz się przyznawał. Ale, jak pisałem wcześniej, rysunki odzwierciedlają przewodnią myśl komiksu spisanego na szybko, gdzie twórca nie stosował wcześniejszych szkiców, tylko rysował, dopóki nie był zadowolony z efektu. W ten sam sposób wyglądają nierównomiernie nałożone kolory, które paradoksalnie idealnie potrafią wpłynąć na odbiór. Śledziu wbrew pozorom całkowicie panuje nad rysunkami i opowiadaną historią, które tylko na pierwszy rzut oka wydawać się mogą chaotyczne.

Jak więc ten album podsumować? Pod koniec widzimy bohatera w pełni ukształtowanego. Stał się on niejako naszym dobrym przyjacielem, którego czyny i życie możemy sami ocenić. A nie było ono pełne przygód czy rzucania się do akcji. Tę rolę spełniał jego brat. Nie znaczy to jednocześnie, że nic się w jego życiu nie działo. Być może nawet działo się znacznie więcej, niż w życiu niejednego z nas. I tylko pod koniec człowiek zastanawia się, czy dobrze spędził swoje życie, czy może jednak popełnił jakieś błędy. Co przeżyłem, to moje – to powinno być główną myślą Na szybko spisane.

9/10

Na szybko spisane

Na szybko spisane - recenzjaScenariusz: Michał Śledziński
Rysunki: Michał Śledziński
Wydawnictwo: Kultura Gniewu

About Patryk Głażewski

Zafascynowany popkulturą recenzent, a także tłumacz amator. Na boku próbujący różnych projektów, które może kiedyś coś ze sobą przyniosą.

Recommended for you