Apartament w hotelu Wojna. Reportaż z Donbasu – recenzja książki

Apartament w hotelu Wojna. Reportaż z Donbasu

O tym, że wojna w Donbasie mimo paktu pokojowego tak naprawdę wcale się nie skończyła, wielu słyszało, ale jak wygląda życie na okupowanych terenach dzisiaj – nieliczni już mają tego świadomość. By dowiedzieć się więcej na ten nurtujący temat, warto sięgnąć po Apartament w hotelu Wojna – reportaż z Donbasu autorstwa Tomáša Forró, słowackiego reportera specjalizującego się w opisywaniu kryzysów politycznych i konfliktów zbrojnych na całym świecie.

Od ostatnich wydarzeń opisywanych w książce do polskiego wydania minęły ponad dwa lata, w tym czas pandemii, która i bez tego zmieniła losy świata. Jak we wstępie tłumaczy sam autor: „Tę historię, którą trzy lata zbierałem cierpliwie w strefie wojny w Donbasie, rozmawiając z setkami jej uczestników i dokonując analiz, najchętniej nazywam anatomią wojny. To z jednej strony spojrzenie od wewnątrz, bo opowiedziane przez losy ofiar konfliktu, ale z drugiej strony rzeczywistość widziana oczami polityków i żołnierzy odpowiedzialnych za los tych ofiar”. Forró jest bacznym obserwatorem rzeczywistości. Nie boi się spojrzeć na konflikt zarówno od strony prorosyjskich bojowników, jak i ukraińskiej armii. Spędza czas w obozie separatystów, wśród cywilów sympatyzujących z Rosją, jak i uciekinierów i zapalonych wrogów Rosji. Dochodzi do wniosku, że w tym konflikcie tak naprawdę już nic nie jest jednoznaczne – kto podpalił lont, kto jest oprawcą, a kto ofiarą ani jaką narodowość deklarują mieszkańcy Donbasu.

Zawieszeni w przestrzeni pomiędzy

Bezsensowna wojna, zamrożony konflikt, w którym każdego dnia giną żołnierze i cywile. Pogodzenie się z losem, brak nadziei na poprawę i totalne bycie i życie „pomiędzy”. Wszystko zaczęło się od kwietniowych demonstracji w 2014 roku, tuż po aneksji Krymu i eskalacji nastrojów separatystycznych. Doszło wtedy do wybuchu prorosyjskiej rebelii mającej na celu powstanie Republik Ludowych w Doniecku i Ługańsku. Czas jednak pokazał, że mieszkańców wcale nie czeka los Krymu w Federacji Rosyjskiej, tylko los wszystkich separatystycznych terytoriów, gnijących w Azerbejdżanie, Gruzji czy Mołdawii i nieuznawanych przez żadne inne państwa na świecie prócz Rosji i Wenezueli.

Okazuje się, że Rosja wcale nie potrzebuje Donbasu i stworzenia na tamtych terenach Noworosji – jak wielu mogłoby się wydawać. W świetle dzisiejszych wydarzeń może budzić to jeszcze więcej wątpliwości i skłaniać do pytań – do czego w takim razie dąży Rosja? Eksperci są przekonani, że to wszystko większy plan Putina, aby Donbas stał się autonomiczną częścią Ukrainy i dzięki temu koniem trojańskim rosyjskich wpływów w całym kraju. Czas pokaże.

Autor w konflikcie na wschodzie Ukrainy zauważa wiele analogii do konfliktów w Gruzji w latach 90., tuż po rozpadzie Związku Radzieckiego. Forró pokusił się nawet o stwierdzenie, że to nadal ta sama wojna, tylko różne jej fronty. Zauważa wiele podobieństw Donbasu i Ługańska do Osetii Południowej i Abchazji. W Donbasie walczył nawet Gruziński Legion Narodowy, którego członkowie poczuwali się w obowiązku wspomóc towarzyszy niedoli w walce z rosyjskim okupantem. Wycofanie Gruzinów z walk z końcem 2017 roku to element gry politycznej.

Po tamtej stronie czeka nasza ojczyzna

Wszystkie decyzje polityczne i anarchia, która z nich wynika, trafiają rykoszetem w zwykłych mieszkańców tamtejszych terenów. Część z nich postanowiła wyjechać – czy to na Ukrainę, czy do Rosji – a część z nich została i tkwi w sytuacji bez wyjścia. Tęsknią do beztroskiego życia w przedwojennym kraju, gdzie wyjście do sklepu nie wiązało się z ryzykiem zatrzymania przez oddział pijanych separatystów lub oberwania odłamkiem pocisku z moździerza. Przeciętna emerytura mieszkańca okupowanych terenów wynosi 50$ – gdyby nie pomoc organizacji charytatywnych, ciężko byłoby za tę kwotę wyżyć. Sprawnie działająca propaganda i totalna wojna informacyjna również osiągnęły swój cel – część mieszkańców ślepo oddała swe serca idei odłączenia się od Ukrainy i, w duchu tęsknoty za czasami Związku Radzieckiego, stworzenia własnego państwa pod batutą wielkiego Imperium.

Autor z niektórymi rozmówcami spotykał się kilka lat z rzędu i zauważył w nich ciekawą tendencję – od zachwytu dla idei Noworosji z 2016 roku, przez stopniową utratę ideałów, cynizm, apatię i wreszcie wyraźnie wzrastający sentyment do kraju, którego sami się wyrzekli. Ludzie zaczynają wspominać życie w państwie, który być może nie był idealny, ale przynajmniej pozwalał na w miarę godne życie. Tęsknią za swobodą i możliwością zarobienia na swoje skromne utrzymanie. Dziś ogarnia ich tylko apatia i zwątpienie. Cały obszar Donbasu i Ługańska żyje jak zawieszony w czasie i przestrzeni – nie należy już do Ukrainy, ale nie należy też do Rosji.

Życzę ci spokojnego i pogodnego nieba

Po latach obserwacji wydarzeń z obu stron konfliktu autor dochodzi do wniosku, że nie ma jednej prawdy. Zgubił kompas pokazujący, kto jest dobry, a kto zły. Obie strony upadają coraz niżej i pogrążają się w beznadziei.

Na Ukrainie ludzie często witają się, życząc sobie pogodnego i spokojnego nieba. Od 2014 roku powiedzenie to dla wielu mieszkańców nabrało drugiego, dosłownego znaczenia i nowego sensu: by mogli wyjść z ukrycia i z beztroską, jak kiedyś, spojrzeć w górę bez strachu.

Lektura obowiązkowa dla wszystkich ciekawych świata i poszerzenia horyzontów, ze względu na objętość i mnogość faktów – wprost idealna na zimowe wieczory.

Apartament w hotelu Wojna. Reportaż z Donbasu (2021)

Ile z tych gór złotaAutor: Tomáš Forró
Tłumacz: Andrzej S. Jagodziński
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 432