Geeky

Reportaż z Muzeum Radzieckich Automatów do Gier

on

W naszym kraju automaty do gier pojawiły się równie szybko, jak zniknęły. „Wozy Drzymały” i inne podłej reputacji przybytki nie mogły równać się z prawie 40-letnią tradycją salonów arcade w krajach Zachodu. Co prawda w kilku miejscach w Polsce automaty do gier są nadal obecne, ale poza sztandarowymi grami tanecznymi czy stareńkim Time Crisisem II rzadko można trafić na coś interesującego. Mnie pozostaje wspominać tylko czasy, kiedy stałym punktem corocznej wycieczki do Zakopanego był postój w klubie Morskie Oko, gdzie przez kilka minut (lub do czasu wyczerpania kieszonkowego) mogłem poczuć się jak król automatów lub flipperowy czarodziej.

W trakcie planowania mojej podróży do stolicy Rosji natrafiłem na ciekawą pozycję. W poszukiwaniu nieortodoksyjnych punktów wycieczkowych odnalazłem mieszczące się jedynie kilometr od Placu Czerwonego Muzeum Radzieckich Automatów do Gier. Udając się na miejsce, nie odrobiłem dostatecznie pracy domowej i spodziewałem się, że instytucja będzie po prostu salką z opisanymi automatami, której obejście zajmie niecałe pół godziny. Ku mojemu zdziwieniu tylko kilka z ponad 40 maszyn było jedynie meblami, podczas gdy znaczna ich większość czekała w pełnej gotowości na zwiedzających uzbrojonych w monety.

Reportaż z Muzeum Radzieckich Automatów do Gier

Z tym że nie mówimy tu o współczesnej walucie. Poza biletem wstępu każdy gość otrzymuje kilkanaście 15-kopiejkowych monet z okresu świetności wystawianych maszyn i to od nas zależy, na których automatach wypróbujemy radzieckie nominały. Niektóre automaty w kolekcji powtarzają się, więc nie ma raczej potrzeby dokupowania kolejnego zestawu kopiejek, a dodatkowe monety można otrzymać po zalogowaniu się do mediów społecznościowych muzeum lub pobiciu rekordów w niektórych grach.

Pierwsze, co wyróżnia radzieckie automaty, to ich budowa. Niektóre z nich przybierają fantazyjne kształty, ale większość przypomina toporny sprzęt militarny z upchanymi ekranami kineskopowymi i dołączonym zestawem przycisków. Skojarzenia z technologią wojskową są nieprzypadkowe. Wraz z relatywnym załagodzeniem zimnowojennych nastrojów w latach 70. zmieniły się priorytety włodarzy Związku Radzieckiego. Zawładnęli każdą dziedziną życia, zapominając jednak o zorganizowaniu czasu wolnego swoim obywatelom, szczególnie tym najmłodszym, którzy mieli go najwięcej. Dotychczas były dostępne jedynie proste huśtawki i karuzele, lecz prawdziwa rewolucja nastąpiła w trakcie międzynarodowej wystawy Atrakcjon-71, zorganizowanej przez nowo powstałą spółkę Sojuzatrakcjon, która działała z ręki ministerstwa kultury. Prezentowane na wystawie urządzenia do gier z całego świata podbiły serca Rosjan i stało się jasne, że władze musiały zdecydowanie odpowiedzieć na zainteresowanie obywateli.

Reportaż z Muzeum Radzieckich Automatów do Gier

Prezentowane na wystawie automaty zostały wykupione i przesłane do militarnych fabryk, gdzie stworzono dość wierne kopie zachodnich urządzeń, pozbywając się przy tym niechcianej symboliki, dostosowując wygląd i cele gier do komunistycznej narracji. W trakcie 20 lat wyprodukowano ponad 80 różnych automatów, zarówno mechanicznych, elektronicznych, jak i najbardziej nowoczesnych, wyposażonych w mikroprocesory. Rok 1991 przyniósł wielkie zmiany – brak państwowego monopolu oraz tańsze i bardziej atrakcyjne dla konsumenta zachodnie urządzenia arcade przyczyniły się do zaprzestania produkcji automatów radzieckiej myśli technicznej. I gdyby nie instytucje takie jak moskiewskie muzeum (czy jego filia w Petersburgu), maszyny te skończyłyby zapewne jako źródło surowców wtórnych.

Prezentowane automaty różnią się nie tylko stylem rozgrywki, ale również użytą technologią. Stosunkowo niewiele urządzeń składa się z płyty drukowanej, kineskopowego ekranu i standardowego sticka. Wiele gier opiera się na fizycznych rekwizytach i bardzo prostej konstrukcji. Dobrym przykładem jest gra w koszykówkę, gdzie zadaniem gracza jest szybkie wciśnięcie przycisku odpowiadającego niecce, w której znajduje się piłka, zanim zrobi to gracz po drugiej stronie stołu. Udana reakcja aktywuje sprężynę pod piłką i przy odrobinie szczęścia trafiała ona do kosza, dotykając drucika rejestrującego celny rzut. Był to prawdopodobnie mój ulubiony automat i z pewnością cieszył się sporą popularnością w przeszłości, gdyż w przeciwieństwie do większości automatów dwuosobowych, wymagał jedynie jednej 15-kopiejkowej monety.

Reportaż z Muzeum Radzieckich Automatów do Gier

Drugą bardzo prostą, ale równie wciągającą grą jest strzelanie w dwóch odmianach. Pierwsza, mniej dynamiczna wersja o nazwie Snajper pozwala na wytrenowanie celności i koordynacji przez ustrzelenie jak największej liczby nieruchomych obiektów. Natomiast gracze oczekujący większego wyzwania mogą spróbować swoich sił w Zimniaja Ochota (Zimowe Polowanie). Na wielkim ekranie w losowych miejscach podświetlane są sylwetki zwierząt, w które należy wycelować czułym na światło karabinem. Celny strzał jest wieńczony satysfakcjonującym dźwiękiem, a najlepsi strzelcy mogą liczyć na bonusową rundę. W zbiorach muzeum znajduje się zarówno wersja jedno-, jak i dwuosobowa.

Reportaż z Muzeum Radzieckich Automatów do Gier

Wśród gier wykorzystujących ekrany kineskopowe można znaleźć między innymi Magistral (Autostrada) – dwuosobową ścigankę, gdzie częste kraksy zachęcają do zwolnienia pedału gazu, S.O.S. – dziejącą się w kosmosie platformówkę bardzo podobną do Prince of Persia albo NESowego Dragons Lair, czy mojego kolejnego faworyta – Pytona, bardziej upierdliwą wersję komórkowego węża, w której jako wygłodniały gad wcinamy kicające króliki, starając się przy tym unikać niezbyt korzystnych dla naszego protagonisty marchewek. Na tej jednej maszynie zużyłem ponad 5 monet i pobiłem ówczesny rekord. Nietypową propozycją był za to Pamiat (Pamięć), gra logiczna, w której należało łączyć ze sobą niestandardowe wzorki przed upływem wyznaczonego czasu. W muzeum radzieckiej myśli elektronicznej nie mogło również zabraknąć kilku urządzeń typu „ruskie jajka”, choć najpopularniejszej wersji z Wilkiem i Zającem niestety zabrakło.

Reportaż z Muzeum Radzieckich Automatów do Gier

Ostatnią grupą są „urządzenia rekreacyjne”, czyli wszelkie automaty, przy których to czysta zabawa, a nie rywalizacja jest głównym celem. Młodsi mogli pobujać się na miniaturowym modelu rakiety, zaś starsi, szczególnie mężczyźni, mogli zmierzyć swoja siłę w inspirowanym popularnym „bokserem” automacie, w którym zamiast „walić w gruchę”, ciągnęliśmy za korzeń rośliny z popularnej baśni o dziadku i rzepce. Znalazły się również automaty tak proste, że powątpiewałem w ich popularność, jak np. symulator Liedokoł (Lodołamacz) polegający na sterowaniu statkiem na boki, przy czym „ruch” naszej galery jest symulowany przez przewijającą się taśmę, niczym w popularnej zabawce z Zachodu – Tomy Racing Turbo.

Reportaż z Muzeum Radzieckich Automatów do Gier

Mogłoby się wydawać, że poprzez produkcję maszyn do elektronicznej rozrywki władza nie miała innego celu niż wypełnienie czasu wolnego obywatelom przytłoczonym ówczesną ciężką rzeczywistością. Informacje pozostawione przez właścicieli muzeum sugerują jednak, że poza dostarczeniem rozrywki automaty miały również służyć rozwojowi przyszłych dorosłych. Testowały one nie tylko zręczność, ale również szybkość podejmowania decyzji, a także ćwiczyły umiejętności logicznego myślenia czy nawet znajomość znaków drogowych, jak w przypadku gry Wiktorina (Quiz). Oprócz wzbudzania ducha rywalizacji, automaty postrzegano jako dobrą szansę pokazania najmłodszym charakterystyki pracy dorosłych. I choć nie miały dostatecznego podłoża merytorycznego, zabawa w kierowcę, hokeistę czy myśliwego dawała dzieciom podstawowe pojęcie o przyszłym zawodzie. Jak na kraj, który stał w opozycji do postępowego Zachodu, podejście Rosji do gier było wyjątkowo dojrzałe i widziało w elektronicznej rozrywce coś więcej niż narzędzie szatana lub sposób na marnowanie czasu.

Reportaż z Muzeum Radzieckich Automatów do Gier

Trwające właśnie piłkarskie rozgrywki to dobra okazja, by odwiedzić naszych wschodnich sąsiadów, a Muzeum Radzieckich Automatów do Gier to punkt obowiązkowy nie tylko dla geeków (dobrym dowodem jest chociażby dziewczyna red. Piotra, która na dobre wciągnęła się w strzelanie do leśnej zwierzyny w Zimnaja Ochota). Cena biletu to 450 rubli, czyli niecałe 30 złotych. Przy muzeum działa również burgerownia, i choć ceny nie są zbyt atrakcyjne, po intensywnej sesji w hokeja na pewno niejedna osoba się skusi. Na spragnionych będzie czekał również automat z wodą sodową, oczywiście pochodzący z epoki świetności Matki Rosji.

Współautorami tekstu są Piotr Grylak i Magdalena Buczyńska.

 

About Grzegorz Ciesielski

Amerykanista z wykształcenia, cosplayer z pasji, felietonista z przypadku. Pasjonat muzyki lat 60. i 80., miłośnik piw rzemieślniczych, kucharz amator. Gardzi kawą. Jego twórcze portfolio można zobaczyć na W Cosplay. Twitter: grzeniu_c