Geeky

Wywiad z Krzysztofem “NRGeekiem” Micielskim

on

Osoby zainteresowane tworzeniem na YouTube treści nt. gier mogą w uproszczeniu pójść dwoma ścieżkami. Można postawić na dynamiczne, wydawane taśmowo materiały rozrywkowe, z reguły gameplaye przyciągające swoim humorem młodszą widownię. Starsza część graczy będzie się natomiast zwracała w stronę kanałów publicystycznych, broniących się swoją merytorycznością i poważniejszym podejściem do widza. Gdzieś pomiędzy tymi dwoma sferami gamingowego YouTube’a lawiruje Krzysztof “NRGeek” Micielski – łodzianin, który większość swojej kariery zawodowej spędził w roli grafika.

W ramach odskoczni od pracy Krzysztof stworzył swój kanał, gdzie na fali popularności retro zaczął recenzować stare gry. Prawdziwą popularność zyskał jednak cykl „Zagrajmy w crapa”, w którym opisuje produkowane niskim kosztem gry z witryny kioskowej czy trzecioligowe licencjonowane tytuły. Prowadzi również nostalgiczne cykle „Pogadajmy” czy „To było grane”, w których zamiast wymieniania suchych faktów, NRGeek wplata w swoje opowieści barwne historie z życia. Udało nam się spotkać podczas tegorocznego Poznań Game Arena i porozmawiać o dawnych, a także obecnych czasach gamingu oraz o tym, jak trudno dorosłemu graczowi nadążyć za stale zmieniającymi się trendami.

Wyobraź sobie, że jesteś rodzicem i wychowujesz młodego siebie. Ograniczyłbyś dostęp do komputera czy pozwoliłbyś na takie granie, jakie miałeś w dzieciństwie?

To są zupełnie inne czasy i trudno to porównywać. Teraz jest dużo gier, które są dedykowane dzieciom i niektóre są naprawdę dobrze zrobione – ostatnio ogrywałem Kinect Rush: A Disney-Pixar Adventure, doskonałą według mnie produkcję dla dzieci, która w zasadzie nie karze, jeśli ci się nie uda. Niezależnie od tego jak grasz, zawsze dostajesz nagrodę.

W czasach, gdy ja byłem mały, świadomość ogrywanych tytułów była mniejsza. Nie było tylu czasopism poświęconych grom, rodzice takich rzeczy nie czytali, więc często produkcje, które się kupowało były tylko tytułem, a sam odkrywałeś o czym to jest. A czy bym pozwolił? Myślę, że tak, jest dużo gier dla dzieci, które warto sprawdzić, natomiast trzeba mieć nad tym jakąś kontrolę.

Byłeś tym mitycznym PRL-owskim dzieckiem, które bawiło się na trzepaku, a gry były odskocznią czy wchłonął cię ich świat i zapomniałeś o tym realnym?

Dorastaliśmy, kiedy komputery się pojawiały i dorastaliśmy wraz z nimi. Komputeryzacja cały czas była koło mnie i ją chłonąłem, ale nie było tak, że nie miałem innego życia. Był więc czas i na gry, i na spotkania z kumplami, grę w piłkę czy w kapsle. To wynika z tego, że gry były mniej zajmujące – na prostszych zasadach, a sesje były szybsze niż teraz. Taki Assassin’s Creed wyżyna z życia 100 godzin, a kiedyś grało się w gry, do których można było usiąść na 15-20 minut.

Jak wypadałeś na tle klasy? Było dużo graczy?

Jako jeden z pierwszych w klasie miałem Commodore, ojciec przywiózł z Niemiec. W momencie kiedy zaczął się szał na „ruskie gierki”, czyli „jajeczka”, „ośmiorniczkę”, ja już miałem Commodore. Później całkowicie ominęła mnie era Amigi, bo od razu przesiadłem się na PC. Peceta też miałem jako jeden z pierwszych w klasie, natomiast jako jeden z pierwszych na osiedlu miałem CD-ROM.

Jak ówczesne społeczeństwo postrzegało graczy? Domyślam się, że zjawisko grania było demonizowane w mediach dużo bardziej niż teraz.

Nie do końca, granie było bardzo niszowe i w ogóle o tym nie pisano. Dzisiaj jest popularne, z ostatnich badań wynika, że chyba co 4 osoba na świecie jest graczem. Wtedy było zupełnie inaczej, ale granie nie było piętnowane. Niektórzy pewnie myśleli, że to przejściowa moda, fanaberia. Na pewno nie odczułem tego, że ktoś brał mnie za dziwaka przez moje hobby. Wtedy jeżeli nie miałeś komputera, to miałeś ruskie gierki, potem nadeszły czasy Pegasusa, Amigi, pecetów, gdzieś te komputery były, jeżeli nie w twoim domu, to u kolegów. Granie na pewno było bardzo niszowe. Myślę, że zaczęło się upowszechniać dopiero z wejściem Playstation na rynek. Sony powoli wprowadzało gry na salony, zaczęły się nimi interesować inne media i wtedy zaczęły być piętnowane.

Mówimy o czasach, kiedy piractwo miało swój złoty okres. Ile gier zdobywałeś tymi mniej oficjalnymi kanałami?

Kiedyś nie było czegoś takiego jak gra oryginalna, nikt z nas nie wiedział, że coś takiego w ogóle funkcjonuje, to był mit. Nie pamiętam z tamtych czasów nikogo, kto miałby chociaż jedną oryginalną grę. Jest to o tyle ciekawe, że na Commodore na kasecie miałeś tych gier 15 czy 20, a jak kupowałeś oryginalną kasetę, bo później takie się zdarzały, to była na niej jedna gra. Różnica była też taka, że na Commodore wgrywało się gry z tzw. turbo, więc trwało to 3-4 minuty. Oryginalne kasety nie miały tego turbo, przez co wgrywały się przez 20 minut czy nawet pół godziny, więc komfort był zupełnie inny. Głównie graliśmy na piratach, w pewnym momencie była nawet harcerska rozgłośnia, która puszczała sygnał z grami, a my to nagrywaliśmy. Wolna amerykanka, coś takiego jak prawo autorskie w ogóle nie funkcjonowało. Zresztą jak to prawo weszło, chyba w 1995 roku, to i tak się tym nikt nie przejmował. Myślę, że to zaczęło się w momencie, kiedy na PC zaczęły wychodzić polskie oryginalne gry. Sam je wtedy kupowałem.

Ile z tych gier faktycznie przechodziłeś? Bywało tak, że kupiłeś np. 100 gier, a skończyłeś może 10?

Jeżeli chodzi o Commodore, to grałem we wszystko, w co tylko mogłem. Niekoniecznie je przechodziłem, bo one często były jak gry automatowe, że nie do końca dawało się je przejść, np. po 100 planszach zaczynało się od nowa. Kiedyś robiłem takie podsumowanie, ile gier w życiu udało mi się przejść, oczywiście to jest bardzo mocno zaokrąglone – na samym Commodore ograłem – nie mówię, że przeszedłem – około 600-700 tytułów.

Kiedy nastąpił moment, w którym przestałeś piracić?

W 1994 roku wyszła pierwsza polska gra przygodowa – Tajemnica Statuetki. Kupiłem oryginalną. Od tego czasu kupowałem oryginalne wszystkie polskie gry. Wydaje mi się, że przestałem piracić chwilę przed wejściem Steama, zacząłem wtedy kolekcjonować gry. Nadal zresztą uważam, że kolekcja gier musi być fizyczna, lista na Steamie to żadna kolekcja.

Pewnie wtedy nastąpił moment, kiedy trzeba było wejść w dorosłe życie i po prostu zaczęło brakować czasu. Jak godzisz granie z pracą, nagrywaniem na YouTube, rolą męża?

To jest ciężkie. Nadal granie sprawia mi przyjemność, ale na pewno nie jest to to samo, co kiedyś. Gram więcej, ale w mojej opinii zawsze za mało. Żona normalnie pracuje, więc o tyle dobrze, że mam te 8 godzin, żeby zająć się tym, czym potrzebuję. Ale jestem w takim momencie, że YouTube zabiera mi bardzo dużo czasu – mój dzień pracy zajmuje około 12-14 godzin i zaczyna to stanowić problem w moim związku. Jedyne wyjście – muszę przystopować z tym, co robię.

Lepiej wtedy grać w trybie single, gdzie masz początek i koniec, czy szybki meczyk w multi?

Zupełnie nie gram w multi, jak chyba większość graczy starej daty. Granie zawsze kojarzyło mi się z czymś intymnym, osobistym. Na przykład nie lubię grać, kiedy żona jest w domu. Muszę być sam, w swoim pokoju, z padem czy klawiaturą. Ale wracając do pytania, jestem na przykład jedną z bardzo niewielu osób, które kupują Call of Duty dla trybu single.

Trendy zdają się – przynajmniej na pecetach – przemawiać za trybem multi. To chyba właśnie konsole będą ostoją trybu single. Na PC mamy te wszystkie mikropłatności, przypisanie gry do konta i powiązany z tym brak możliwości odsprzedaży. Zastanawiam się, ile w krytyce tych rozwiązań typowego narzekania starych ludzi, że „kiedyś było lepiej”.

Nikt nie zatrzyma postępu. Kiedy wchodził Steam, to wszyscy mówili, że to się nie przyjmie, a jednak się przyjęło. Pamiętajmy, że gry przypisane do konta próbował też wprowadzić Microsoft, ale odwiedli go od tego sami gracze. Uważam, że kolejna generacja konsol będzie ostatnią opartą na fizycznych nośnikach – następne będą korzystały albo ze strumieniowania, które jest coraz bardziej popularne, albo z pobierania treści z internetu. Fizyczne nośniki pewnie zostaną, ale co najwyżej jako edycje kolekcjonerskie.

Wątpię, że Nintendo zdecyduje się na zarzucenie nośników.

Trudno powiedzieć, Nintendo zawsze wymyślało nowe technologie, ale pod względem ich zaawansowania zawsze byli o generację za konkurencją. Rynek zmierza do unifikacji, Sony pękło i wprowadza cross-play z innymi platformami, możemy oczekiwać, że wszystko zleje się w jedną masę i wszyscy będą grać w daną grę na tej platformie, którą lubią. Exclusive’y nie będą miały aż tak dużego znaczenia. Oczywiście wciąż będą się pojawiały, ale jeżeli za dwie generacje wszystko będzie oparte na streamingu, to cała ekskluzywność nie będzie miała sensu.

Swego czasu współpracowałeś z telewizją e-sport.tv i z tego co pisałeś, to nie do końca się to ułożyło. Do tego dochodzi falstart Polsat Games. Czy w obecnych czasach kanał o grach w tak przestarzałym medium jak telewizja ma w ogóle sens?

Z punktu widzenia graczy nie ma żadnego, ale ma sens z punktu widzenia telewizji i szukania nowych widzów. Telewizję oglądają starzy ludzie, a kanał o grach to otworzenie się na młodych widzów. Problemem telewizji jest to, że oglądasz treści, które z góry są ci narzucone, a to zawsze przegra z YouTubem. Polsat Games na przykład będzie przerzucał niektóre odcinki programu Generatora Frajdy na YouTube.

Pyrkon 2018. NRGeek, Grzegorz Ciesielski (W Cosplay) i Quaz.

Niedawno CD-Action zrezygnowało z dołączania płyt. Można powiedzieć, że to krok zgodny z duchem czasu, ale moim zdaniem prasa i tak jest w tyle.

Powiedzmy sobie szczerze, CD-Action zrezygnowało z płyt, żeby ciąć koszty. Rok temu rozmawiałem na imprezie z redakcją PSX Extreme – każdy wie, że prasa umiera. Ludzie nie chcą czytać, film jest prostszy w odbiorze. CD-Action i PSX Extreme są w dziwnym położeniu – nie mogą przejść na model cyfrowy, bo przestaną ich czytać starsi gracze, którzy są z pismem od lat i są przyzwyczajeni do kupowania w kiosku. W latach 90. sprzedaż prasy to było 107 tysięcy, dzisiaj 4-5 tysięcy. Głównym problemem jest to, że prasa nie jest na tyle szybka – oni składają numer i możesz poczytać o grach, o których i tak czytałeś wcześniej w internecie. Odpływ starych czytelników będzie ciągły. Nieoficjalnie mogę powiedzieć, że PSX Extreme myśli nad uruchomieniem własnego kanału na Youtube, żeby iść z duchem czasu.

YouTube oferuje też więcej możliwości narracyjnych. Problem pojawia się w wyważeniu formy, bo duża część twórców, zwłaszcza ci od commentary video, przez niski poziom żartów i zastosowanie irytujących elementów (np. przesterowany dźwięk) totalnie przykrywa treść.

Content, który oni tworzą ma swojego odbiorcę – nie mam z tym problemu. Jeżeli jest to oglądane, to znaczy, że w określonych kręgach jest to uważane za dobre. Ludzie wolą na YT rozrywkę niż słuchanie smutnego biadolenia. Według statystyk najlepiej oglądają się materiały rozrywkowe. Gaming ma 4,6 procent.

Widziałeś wiele trendów, gatunków. Czy branża idzie w dobrym kierunku?

Rynek się rozwija, chociaż są pewne gałęzie, które moim zdaniem idą w bardzo złą stronę. Wszyscy się cieszą, że rynek gier indie w Polsce się rozwija, wydaje się 200 gier, a pewnie 90% studiów po pierwszej wydanej grze po prostu zbankrutuje. Nie ma szans, żeby ktokolwiek ograł to wszystko – rynek indie bardzo się rozwarstwił, mamy wysokobudżetowe indie AAA, do którego zalicza się chociażby 11bits z Frostpunkiem. To jest absurd, że mamy wysokobudżetową grę, która dalej nazywa się indie, tylko dlatego, że oni sami ją wydają, bez zewnętrznego wydawcy.

Rynek indie polegał na tym, że siadasz przy komputerze, sam czy z kolegą, robisz swoją grę i masz szansę pokazać ją światu. Dzisiaj już tej szansy nie masz – bez budżetu na marketing twoja gra ginie, nikt w nią nie zagra. Można tu przytoczyć przykład Lichtspeer, o którym Borys Nieśpielak zrobił film. Każdy może zrobić grę, ale nie każdy może ją wypromować.

Zresztą dlaczego SuperHot było takie sławne? Bo Cliff Bleszinski zainwestował w tę grę. Tylko że gier, w które zainwestuje Cliff Bleszinski będzie jedna na kilka tysięcy, a o pozostałych nie usłyszy nikt.

Dużą popularność zyskują teraz gry retro. Paradoksalnie dostęp do legalnych starych gier jest przez to dość utrudniony. Czy emulacja jest wątpliwa etycznie? Czy te wszystkie nowe retrokonsolki mają sens, czy to tanie barachło?

Nie jestem fanem tych wszystkich Playstation Classic czy SEGA mini. Mimo że „lubiłem emulatory zanim to jeszcze było modne”. To dobry sposób, żeby zagrać w coś, co nie jest dostępne na żadnej innej platformie. Jest to szara strefa, bo teoretycznie żeby zagrać w ROM musisz mieć własny automat z grą. To jest jeszcze nie do końca uregulowane, niby możesz sobie legalnie te ROMy pobierać, chociaż ostatnio Nintendo zamknęło Emuparadise. Z drugiej strony pewnie zrobili to, żeby później udostępnić swoje ROMy gdzieś na Switchu. Capcom czy Namco nie mają problemu z tym, że te gry gdzieś istnieją. To jedna trochę niszowa gałąź, gracze raczej nie emulują tak starych gier. Znam bardzo mało osób korzystających z emulatora MAME, który obsługuje 27 tysięcy gier, czyli właściwie wszystko, co wyszło na automatach.

Nie chodzi chyba o samo granie, ale o tworzenie kroniki historii gier.

Nie zagrasz w 27 tysięcy gier. Ja dzisiaj kolekcjonuję ROMy tylko dla samego posiadania, sam w to nie gram.

W twoich gawędach pojawiają się takie imiona jak Zbylu, Arek, Jaś Fasola, Piotr. Wielokrotnie podkreślałeś, że z tymi osobami nie utrzymujesz kontaktu. Czy zdarzały się sytuacje, gdy któraś z tych osób znalazła Cię na YT i sama się odezwała?

Chyba jedynie Piotr wie o tym, że nagrywam na YouTube. Kontakty się pourywały i nie sądzę, żeby były możliwe do odbudowania, po prostu staliśmy się dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Ostatnio spotkałem kumpla z podstawówki, Bola, który jako jedyny w klasie miał ZX Spectrum. Minęło tyle lat, że nie mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać.

About Grzegorz Ciesielski

Amerykanista z wykształcenia, cosplayer z pasji, felietonista z przypadku. Pasjonat muzyki lat 60. i 80., miłośnik piw rzemieślniczych, kucharz amator. Gardzi kawą. Jego twórcze portfolio można zobaczyć na W Cosplay. Twitter: grzeniu_c

Recommended for you