Film

Niezwykle zwykłe życie w Świecie Według Ludwiczka

on

W dzieciństwie kłóciliśmy się z rodzicami o wiele rzeczy. Poza przepychankami o godzinę powrotu do domu czy możliwość opuszczenia zajęć z powodu „choroby”, słowa krytyki padały najczęściej na kreskówki. Pokolenie lat 90. żyło w prawdziwym dobrobycie animowanych treści. Już podstawowe stacje, czyli Polonia 1, Polsat czy TVN miały zadowalającą ofertę programów z całego świata. Mając dodatkowo jeszcze Cartoon Network lub Fox Kids, nie trzeba było praktycznie odchodzić od telewizora.

Dzieciaki były zadowolone zarówno z możliwości śledzenia losów wszystkich ważniejszych bohaterów Marvela oraz DC, jak i bardziej oryginalnych produkcji w stylu Krowy i Kurczaka czy Chojraka – tchórzliwego psa. Rodzice z kolei kręcili nosem i odwoływali się do swojego dzieciństwa, w którym ramówkę dyktowało Studio Filmów Rysunkowych i łódzki Semafor. Przez poprzednie pokolenie „bajki” pokroju Reksia czy Bolka i Lolka były postrzegane jako lepsze, pozbawione przemocy, niosące wyraźny morał, w przeciwieństwie do brutalnych i często niejednoznacznych animacji z zachodu. Oczywiście w tak wczesnym wieku trudno wygrać tę batalię argumentów, ale w okolicach roku 2000 na kanale Fox Kids pojawił się serial potrafiący zainteresować nie tylko dzieci, ale i dorosłych, którzy docenili swoisty naturalizm tej skromnej animacji o ośmiolatku z Wisconsin.

Świat według Ludwiczka

Postać Ludwiczka Andersona oparta jest na dzieciństwie amerykańskiego komika, który jako człowiek dość sporych gabarytów, wsławił się sporym dystansem do swojej osoby. W trakcie swojego show nieraz obraca w żart swoją wagę, przy okazji opowiadając zabawne anegdotki ze swojego życia w wielodzietnej rodzinie. Animowany Świat Według Ludwiczka działa według tego samego schematu. Odcinki pierwszego sezonu zaczynały się od krótkiego wstępu, w którym to dorosły Louie wprowadzał widza w wycinek ze swojego życia, a potem następowała część animowana. Ludwiczek mieszka w prowincjonalnym mieście Cedrowa Górka w Wisconsin, stanie Wielkich Jezior. Jego rodzicami są Andy, weteran II wojny światowej, a obecnie pracownik fabryki i Ora, pełnoetatowa gospodyni domowa. Ośmiolatek ma dziesięcioro rodzeństwa, lecz większość czasu spędza jedynie z młodszym od siebie Tommym. Rodzina Andersonów nie należy do najzamożniejszych, ale z drugiej strony nie przymierają głodem. Życie w amerykańskim miasteczku toczy się powoli i dyktowane jest jedynie przez zmieniające się pory roku.

Z początku niespecjalnie lubiłem Ludwiczka. Mając wybór pomiędzy Spidermanem a kreskówką o grubym dzieciaku o głosie 40-latka, odpowiedź była dość oczywista. Zadaniem Ludwiczka nie było uratowanie świata, ale przeżycie dnia w szkole czy też spełnianie kaprysów rodzicieli. Z czasem jednak, w wieku, w którym powinienem był wyrosnąć z seriali animowanych, doceniłem nie tylko „zwykłość” Świata Według Ludwiczka, ale przede wszystkim jego humor. Ludwiczek mimo przejawianej na każdym kroku dziecięcej naiwności był inteligentnym i spostrzegawczym dzieckiem. Nieraz z ironią odnosił się do swojej rodziny, kolegów czy szkolnych łobuzów. Najbliżej mu do Darii, bohaterki serialu MTV skierowanego do zdecydowanie starszej widowni. Obojgu brakuje wyraźnego entuzjazmu wobec życia, stronią od typowych dla swojej grupy wiekowej aktywności i z przekąsem komentują rzeczywistość, w jakiej przyszło im żyć.

Świat według Ludwiczka

Co jednak wyraźnie odróżnia sytuację Darii od Ludwiczka to wzorowi, choć nie do końca idealni rodzice ośmioletniego chłopca. Ora Anderson to wymarzona mama każdego dziecka – otwarta i troskliwa, służy pomocą nawet wtedy, kiedy zdaje się trzymać cały świat na swoich barkach. Jednak jak każda rodzicielka nadmiarem troski potrafi też nieświadomie uczynić szkodę Ludwiczkowi, który nie zawsze jest traktowany przez nią poważnie. Przeciwwagą dla kochającej Ory jest Andy, głowa rodziny, który karmi swoje ego niestworzonymi opowieściami z frontu wojennego. Jako człowiek żyjący przeszłością często nie rozumie potrzeb młodego pokolenia, w tym Ludwiczka, i bywa surowy wobec swoich potomków. Pod płaszczem egocentryka nadal kryje się jednak troskliwy ojciec, który jedynie momentami musi zostać przytemperowany przez małżonkę.

Obecnie niektóre środowiska mogłyby skrytykować kreskówkę, gdyż na pierwszy rzut oka wydaje się, że promuje ona stereotypowe podejście do ról kobiety i mężczyzny w związku. Ale już w drugim odcinku serialu, w którym Andy traci pracę, jesteśmy świadkiem jak Ora, dotychczas gospodyni domowa, w mgnieniu oka znajduje zatrudnienie, by wspomóc rodzinny budżet. W innym odcinku pani Anderson przejmuje rolę trenera baseballu, prowadząc drużynę do zwycięstwa w pucharze stanowym, co nie udało się zadufanemu w sobie Andy’emu.

Poza humorem i pełną melancholii otoczką kreskówki, będącą odskocznią od typowego, przepełnionego akcją świata kreskówek, to także tematyka odcinków Ludwiczka uczyniła go serialem wyjątkowym. Wspomniany wcześniej epizod, w którym Andy staje się bezrobotny, to scenariusz dość prawdopodobny zarówno w amerykańskiej, jak i polskiej rodzinie. Narracja z perspektywy dziecka może nie tylko stanowić okazję do opowiedzenia kilku uniwersalnych żartów, ale także ukazania poważnych problemów życiowych okiem najmłodszych. Najbardziej w pamięć zapadł mi jednak odcinek, w którym Ludwiczek otrzymuje od babci prezent.

UWAGA NA SPOILERY.

Coroczny upominek w postaci swetra nie zachwyca chłopca, który mimo próśb mamy stale odkłada napisanie listu z podziękowaniami. W momencie gdy w końcu zabiera się do pracy, dociera do niego smutna wiadomość, że babcia odeszła. Ora, próbująca załagodzić traumę po śmierci matki, przesiaduje całymi dniami w kuchni, tworząc zimowe zapasy. Andy, który nie pałał sympatią do teściowej, zostaje postawiony w niekomfortowej sytuacji, kiedy powierzone mu jest wygłoszenie mowy pożegnalnej. W międzyczasie Ludwiczek, który nie rozumie chyba jeszcze do końca konceptu śmierci, odwiedza po kolei przedstawicieli każdej największej religii czy kultu, próbując uzyskać adres do swojej zmarłej babci, by wręczyć jej list z podziękowaniami. W dwudziestu minutach odcinka udało się nie tylko zawrzeć sceny z typowym dla Ludwiczka humorem, ale też znaleźć miejsce dla o wiele poważniejszych rozważań, a przede wszystkim morału wykraczającego poza dogmaty wszystkich religii, że pamięć o zmarłych bliskich czyni ich żywymi w naszych sercach.

Świat według Ludwiczka

Wracając do kreskówek z dzieciństwa, nieraz można poczuć zawód. Bywa tak, że motywacje bohaterów nie mają już sensu dla dorosłych wersji nas, a niektóre produkcje wydają się już zbyt infantylne. Często oprawa nie cieszy już tak oka przyzwyczajonego do lepszej jakości animacji. Dlatego dobrze wiedzieć, że Ludwiczek nadal trzyma poziom. Nigdy nie aspirował do miana dzieła sztuki, ale jego skromność i wielkie serce zadecydowały o jego popularności, szczególnie w naszym kraju, co może być również zasługą bardzo udanego dubbingu (moim zdaniem przewyższającego nawet oryginał). Z wielką przyjemnością będę wracał do Ludwiczka przez całe moje życie. Ja, moi siostrzeńcy, dzieci, a może nawet wnukowie. I szafa gra.

About Grzegorz Ciesielski

Amerykanista z wykształcenia, cosplayer z pasji, felietonista z przypadku. Pasjonat muzyki lat 60. i 80., miłośnik piw rzemieślniczych, kucharz amator. Gardzi kawą. Jego twórcze portfolio można zobaczyć na W Cosplay. Twitter: grzeniu_c